Aga zwycięża w Lidzbarku

2160

Jadąc na kolejną rundę PP w Lidzbarku nie wiedziałam czego się spodziewać, ponieważ odkąd startuję w rajdach enduro, nigdy do Lidzbarka nie trafiłam. Jedynie dwa lata temu pojechałam tam w zawodach cross country i najbardziej zapamiętałam piach na przemian z ubitym twardym podłożem i koleinami. I tak właśnie było.

Na pętli znajdowały się trzy odcinki specjalne. Pierwszy – zaraz po starcie przy padoku – krótki, ale bardzo widowiskowy z pewnością podobał się kibicom. Drugi to test cross, nieco dłuższy, po piaskowym torze motocrossowym z hopkami. I trzecia próba enduro, bardzo długa o zróżnicowanym podłożu. Piach, zjazdy, podjazdy, korzenie, koleiny, błoto, generalnie odcinek bardzo kręty i wymagający. I właśnie ten najbardziej przypadł mi do gustu. Uwielbiam taki teren, im trudniej, tym więcej frajdy z jazdy. Widać było ogrom pracy Warmińskego Auto Moto Klubu włożony w przygotowanie trasy i wszystkich prób.

Pierwszy dzień zawodów nie należał jednak do udanych. W klasie Kobiet do przejechania były cztery pętle. Niestety już na drugiej próbie crossowej pojechałam szybciej niż umiałam, popełniłam błąd i skończyło się to lotem przez kierownicę i bolesną glebą. Udało się jakoś zebrać i pojechałam dalej. Po przejechaniu trzech pętli pewnie prowadziłam, nadrabiając najwięcej czasu na próbie enduro. Wszystko szło zgodnie z planem i na ostatnim odcinku specjalnym enduro, niedaleko mety, stało się…

Beta zgasła na przejeździe przez wodę z błotem i nie mogłam jej odpalić. Straciłam tam ok. 10min zanim uruchomiłam moto. Gdyby nie pomoc Roberta Orlika nie udałoby się w ogóle dojechać do końca próby – za co serdeczne dzięki! Spadłam przez tę awarię na ostatnią pozycję. Ale „piłka dalej była w grze”, bo zameldowałam się na mecie o czasie bez żadnych kar. Starałam się zapomnieć o swoich przygodach, „wyczyścić” głowę i zawalczyć następnego dnia o jak najlepszy wynik.

Trasa tym razem była nieco trudniejsza, ponieważ po sobotnich przejazdach motocykli i quadów porobiły się jeszcze większe koleiny i dziury. Robiłam co mogłam i walczyłam z całych sił, by urwać każdą możliwą sekundę. Tak bardzo mi zależało, że niestety popełniałam sporo błędów i znowu kilka razy najadłam się piachu. Wysiłek jednak się opłacił, zwyciężyłam, a także udało się nadrobić stratę czasu z poprzedniego dnia i wygrać indywidualną klasyfikację zawodów. Pomogła mi w tym swoją bardzo dobrą jazdą Dominika Orlik, która zajęła dwukrotnie drugie miejsce.

W niedzielę wyprzedziła Ewę Pikosz, która z kolei była pierwsza w sobotę. To „przetasowanie” sprawiło, że w ostatecznym rozrachunku to ja wygrałam, a Dominika niestety spadła na trzecie miejsce. Reasumując zawody uważam za udane pomimo tego, że znowu cała się poobijałam i jestem obolała. Po raz kolejny udowodniłam sobie, że nigdy, ale to nigdy nie należy się poddawać i trzeba walczyć do końca.

Chciałabym podziękować chłopakom z Castrol Team Toruń, Kubie, Krzyśkowi i Michałowi za wsparcie i pomoc przy serwisowaniu motocykla w padoku oraz wszystkim, którzy wpierają mnie w rozwoju mojej pasji: Adventure Team, X-cross, WZURiB, Beta Polska, Art-Luka, The12design, PZM. Kolejny przystanek w najbliższy weekend to Charlotta Enduro Extreme!

tekst: Agnieszka Smolińska