Agnieszka Smolińska rusza na King of the Hill

4122

King Of The Hill zbliża się wielkimi krokami. Do Rumunii wyjeżdżamy we wtorek 4 kwietnia w składzie jak co roku: Rafał Tomaszewski, Marcin (Łysy) Tynowski oraz Szymon Wójcik – moi trenerzy, mentorzy i przyjaciele.

To już trzecie podejście do tej imprezy. Z roku na rok jest progres, jednak do tej pory nie udało mi się dojechać do mety. Wierzę że tym razem, ze wsparciem i radami jakie mam od chłopaków dam radę. Wiem, że nie będzie łatwo, bo nie przygotowałam się tak jak bym chciała. W zimie miałam operację i musiałam odpuścić na jakiś czas treningi. Gdy mogłam już jeździć, na przeszkodzie stanęły siarczyste mrozy. Przygotowywałam się na siłowni, w basenie i w hali, gdzie wraz z przyjaciółmi z Basket Włodawa graliśmy w koszykówkę. W tym roku jadę na BECIE, co na pewno ułatwi mi zadanie.

Sprzęt w ciężkich warunkach spisuje się idealnie. Co poza tym? Planów na sezon 2017 jest dużo i są bardzo ambitne: start w Panoramie w Rumunii i w Drapaku w Czechach, no i oczywiście w Red Bull 111 Megawatt. Przez trzy ostanie lata priorytetem były także zawody enduro w Polsce. Bardzo podoba mi się ich formuła, lubię w nich startować, dlatego w tym roku podnoszę sobie poprzeczkę i zamierzam pojechać w Mistrzostwach Europy. Mam świadomość jak wysoki poziom jazdy reprezentują kobitki na ME i zapewne będzie dużym wyczynem samo ukończenie zawodów. Ale bardzo chcę spróbować i dołożę wszelkich starań, by tam pojechać. Rundy odbędą się kolejno w Portugalii, Estonii, Niemczech i na Słowacji. Na pewno wystartuję w zawodach Charlotte Extreme i Enduro Dynamit. Te zawody w ubiegłym sezonie zrobiły na mnie największe wrażenie, organizacja i trasa na najwyższym poziomie, miałam ogromny fan z jazdy, dlatego nie może mnie tam zabraknąć! PP Enduro także pojadę, o ile rundy nie będą kolidowały z innymi zaplanowanymi zawodami. Nie ukrywam, że również bardzo chciałabym wystartować w Sześciodniówce. W ubiegłym roku Patrycja Komko z wielką klasą przetarła szlaki i jako pierwsza Polka przejechała ISDE. To bez wątpienia wielki wyczyn i myślę, że warto brać z niej przykład i próbować również tam zmierzyć się z samą sobą w tych trudnych i wyczerpujących zawodach. Oby tylko sił starczyło i oby nie nabawić się żadnych kontuzji. Liczę na kolejny sezon pełen wrażeń, wypełniony po brzegi pasją, którą będę mogła dzielić ze wspaniałymi ludźmi… Parę słów o moim nowym sprzęcie. Beta jest bardzo lekka, niższa od Husqi i bardzo poręczna, świetnie radzi sobie w ciężkich sekcjach terenowych, prowadzenie jej nie kosztuje tyle sił, które skutecznie odbierała mi Husqa.

Obawiałam się jednak dwóch rzeczy. Po pierwsze, że okaże się za słaba i będą problemy np. na podjazdach. Jednak nic z tych rzeczy, moc jest zarówno w dolnym jak i górnym zakresie obrotów silnika. Po drugie zawieszenie – krążą opinie, że jest kiepskie i nie bardzo da się z nim coś zrobić, szczególnie z przodem. Zrobiłam kilka treningów w ciężkim terenie w bardzo niskiej temperaturze i póki co nie narzekam, ale ostatecznie wypowiem się dopiero, gdy przetestuję furę w każdych warunkach terenowych, przy wyższej temperaturze, która również ma znaczenie przy pracy zawieszenia. Korzystając z okazji chciałabym bardzo podziękować właśnie tym wszystkim wspaniałym osobom i firmom za mega wsparcie, pomoc oraz dobre rady. Przede wszystkim mojemu Tatce Januszowi, bez niego nic bym nie zrobiła, jestem wielką szczęściarą, że mam tak cudownego Tatuśka. Przyjacielowi Rafałowi Tomaszewskiemu, mojemu ‘aniołowi stróżowi’ za wszystkie wskazówki i nieocenioną pomoc we wszystkim, co związane z motocyklem – od jazdy po kręcenie śrubek. Podziękowania również w stronę Ekipy Adventure Team i Art Luka. Tomkowi z The 12 Design za projekty oklein, ciuchów i ich realizację, firmie WURiB i jej Prezesowi Tadeuszowi Łągwie za udostępnianie busa na zawody. Ekipie X-cross za patronat i wszystkie fantastyczne fotki. Jesteście Wielcy! Dziękuję!

zdjęcia: Mariusz Blaha Błaszkiewicz, ARC