Akademicy pojechali w Ernee

1560

Ernee, tor bardzo dobrze znany z Pucharu Narodów 2015 (MXoN). Tym razem rozegrano na nim kolejną rundę MXGP i MX2, rundę Mistrzostw Świata Kobiet oraz Mistrzostwa Europy w klasach EMX125 i EMX250. Mieliśmy mieć polski desant niemal we wszystkich klasach, ale niestety….

Tomek Wysocki złożony chorobą został w domu, a Alex Banaszak (125ccm) złamał obojczyk. Zatem bronić polskich barw mieli jedynie zawodnicy Akademii Orlen Team: Joasia Miller i Szymon Staszkiewicz.

Joanna, mimo kontuzji odniesionej w Sobieńczycach, przyjechała do Ernee zdecydowana walczyć o każdy punkt. Zdawała sobie sprawę, że nie będzie to łatwe zadanie. W przeddzień zawodów w nocy przeszła spora ulewa i rano okazało się, że są miejsca, w których próżno będzie szukać śladów, bowiem w grzęzawisku motocykle czasami zapadały się po osie w błocie. Start i część toru (ta najlepiej widoczna dla publiczności) wygłaskana, reszta… no cóż, mogło być zdecydowanie lepiej.

Sobotni poranek to trening połączony z kwalifikacjami rozegrane o godzinie… 8.30! Pora mordercza, nic więc dziwnego, że naturalna trybuna (a właściwie amfiteatr) położona vis a vis toru świeciła pustkami. A szkoda, bo kilka godzin później dziewczyny zgotowały naprawdę emocjonujący spektakl. Widzów co prawda było wtedy więcej, większość jednak szykowała się dopiero na występy riderów z MXGP. Już podczas kwalifikacji było jasne, że pretendentek do podium będzie kilka: Fontanesi, Lancelot, Van De Ven, Papenmeier i Duncan.

I rzeczywiście, pierwszy wyścig pań to niesamowita walka na pierwszych pozycjach. Początkowo na torze dominowała Kiara, ale pogubiła się, straciła tempo a na dodatek wykonała efektowną glebę i dłuższy czas nie bardzo mogła sobie poradzić z uruchomieniem motocykla. Fakt ten natychmiast wykorzystały konkurentki, a wśród nich Livia Lancelot, która dopingowana przez własną publiczność pokonała w emocjonujących pojedynkach swoje rywalki. Niestety nie dojechała do mety „Kiwi” Duncan, co stawiało ją przed bardzo trudnym zadaniem w drugim wyścigu, bo brak punktów to utrata dobrej pozycji w generalce.

Asia Miller bardzo dobrze poradziła sobie w kwalifikacjach zajmując 17. miejsce, jednak już na starcie do pierwszego wyścigu przyznała, że przede wszystkim musi poradzić sobie ze stresem. Ale udało się, Joanna była 19-sta. „Tor bardzo ciężki, mało śladów do wyboru, właściwie były tylko dwie optymalne linie, którymi jechały wszystkie dziewczyny. Ściganie się w koleinach to ciągłe podpórki chorą nogą, więc nie było łatwo”. Sobota to także eliminacje w klasie EMX250. Kandydatów do finałowych biegów było sporo, bo aż 59-ciu riderów rywalizowało o udział w biegach finałowych.

Szymon Staszkiewicz jechał w pierwszej grupie, był 25-ty, potem pojechał w wyścigu ostatniej szansy i rzutem na taśmę zakwalifikował się do startu z najlepszymi. W pierwszym wyścigu zajął 30. miejsce. Tak minęła sobota… W niedzielę warunki były nieco lepsze, po pierwsze zelżał upał (dzień wcześniej mieliśmy ponad 30 stopni), po drugie sam tor wyglądał znacznie lepiej. Tym razem dziewczyny pojawiły się na maszynie startowej o 8.45. Asia nieco obolała, z puchnącym kolanem.

Czy da radę? Jak wcześniej zapewniała, jej celem nie była jazda „na dojechanie”, ale walka o punkty. I wystartowały… Tym razem o wygraną walczyły dwie zawodniczki: Livia Lancelot i Courtney Duncan. Obydwie dały popis fantastycznej walki, ogromnej ambicji i wspaniałej kondycji. Nowozelandka spóźniła nieco start, ale już na drugim okrążeniu objęła prowadzenie, by dowieźć je do mety mimo, że systematycznie była „kąsana” przez Livię. Głośny aplauz towarzyszył każdej akcji Francuzki. Z kolei nasza zawodniczka miała dobry start i gdyby nie wspólna wywrotka z dublowaną riderką, być może wynik byłby lepszy. A tak znowu, nomen omen, 19. pozycja Joanny startującej z numerem #19. W klasyfikacji zawodów Miller była 21-sza, w klasyfikacji generalnej Mistrzostw jest 14-ta.

Nasz drugi reprezentant Szymon Staszkiewicz w niedzielę był 29-ty, w generalce zajmuje 40-te miejsce. Po ostatnim wyścigu spotkaliśmy się z Joasią, gdy szykowała się do powrotu do Polski. Nie była zadowolona z wyników, ale ma nadzieję, że trzytygodniowa przerwa w startach pozwoli zregenerować siły i wyleczyć kolano. Przed nią bowiem kolejna eliminacja Mistrzostw Europy Kobiet w Niemczech, a w lipcu Mistrzostwa Świata w Loket.

fot. Krzysztof Hipsz