Blisko 300 riderów zjechało do żwirowni

8383

Tego nikt chyba nie przewidział. Blisko 300 zawodników na starcie Pucharu Śląska i Opolszczyzny w Skrzypcu. Impreza zorganizowana przez Team 111 Enduro Prudnik przejdzie niewątpliwie do historii.

Na taki tłum zawodników nie był nawet przygotowany motoresults.pl, który z niejednego pieca chleb jadł. Zapasy „kostek” okazały się niewystarczające, brak kilkunastu transponderów wprowadził nieco zamieszania i lekkie opóźnienia, na szczęście jednak sprawna organizacja pozwoliła opanować zaistniałą sytuację.

Zawody rozegrano w czynnej, (podkreślamy: czynnej!) żwirowni, dlatego w tym miejscu ukłon w stronę właścicieli, że nie mieli nic naprzeciw. A miejscówka jest naprawdę super… Trzy niesamowite podjazdy a wśród nich ten jeden, jedyny spędzający sen z powiek każdemu riderowi planującemu start w imprezie. Jest trochę błota, opon, parę tylko z pozoru niewinnie wyglądających skoków. I w takich właśnie okolicznościach przyrody wystartowali uczestnicy II rundy Pucharu. Pojawiło się sporo znanych nazwisk: Grzesiek Kargul, Adam Zych, Patryk Bielec, Kacper Baklarz plus mocno obsadzona klasa kobiet w składzie: Mikołajek, Korenkova, Komko, Orlik, Szkudlarek, Kilik, Juzwenko. Dziewczyny jechały co prawda po trasie w wariancie light, ale i tak miały sporo roboty, żeby dojechać. I dojechały w takiej kolejności, w jakiej je wcześniej przedstawiliśmy.

Największym pechowcem okazał się Grzesiek. Najpierw moto nie odpaliło, gdy rywale ruszyli na objazd trasy, a potem na starcie Husqvarna po kilku metrach odmówiła posłuszeństwa (problem ze świecami). Ale że na debiutanta nie trafiło, ruszył w pogoń ze 126-ej pozycji i do mety dojechał na miejscu… siódmym!! Mało tego, do niego także należało najszybsze okrążenie! Jest moc! Zresztą na wymagającej trasie niemal każdy przeżywał jakieś niespodzianki, jak choćby organizator majowej imprezy hard enduro w Kamieńcu Piotrek Czapliński.

Wszystko szło znakomicie do momentu, w którym złapał kapcia na tym najbardziej ekstremalnym podjeździe. Jak widać emocji nie zabrakło, dlatego tłumy, naprawdę tłumy kibiców miały co oglądać. Co prawda na placu boju niektórzy pozostawili części swoich motocykli (np. osłonę silnika z KTM-a Karola Kordusa), to jednak wszyscy wyjeżdżali z bananami na twarzy posileni kiełbaską zafundowaną przez Gminę Lubrza. Więcej w kwietniowym X-cross.

fot. Krzysztof Hipsz