Crash Lonki na ADAC-u

2055

Kontuzja Lonki, najlepszy wynik Wysockiego i sukces młodego polskiego trio w Czechach. Ostatni weekend sierpnia stał głównie pod znakiem Mistrzostw Niemiec ADAC. Tam pojechała niemal cała nasza „dorosła” czołówka MX. Natomiast nasi najmłodsi zaatakowali (i to z sukcesami!) bardzo popularny czeski cykl Meteoryt Cup, który po wakacyjnej przerwie wrócił na tory. 

NIEMCY Przedostatnia runda ADAC w Gaildorf miała dać odpowiedź na pytanie „kto pojedzie w kadrze na MXoN 2017?” . Niestety sprawy mocno się skomplikowały, bo oto w I-szym biegu Łukasz Lonka miał upadek, w którym doznał złamania obojczyka (jak sam wczoraj nam potwierdził, po badaniach medycznych). Tak więc po raz kolejny (trzeci już z rzędu) mamy problem, bo wydawało się, że Łukasz to pewniak na Puchar Narodów. Nie należy jednak od razu skreślać uczestnictwa Loni w najważniejszej imprezie sezonu.

Tomek Wysocki

Dzisiaj zapadnie decyzja o dacie operacji, a po niej zawodnik potrzebuje ok. 15 dni aby ponownie wsiąść na moto, choć będzie już „za pięć dwunasta”. Ale decyzję o składzie kadry i tak podejmie jej kierownik, w dodatku musi ją przecież zgłosić organizatorowi MXoN, więc…czekamy co zostanie postanowione. Przypomnijmy, że ten sezon Łukasz ma bardzo udany, powetował sobie z nawiązką rok 2016, który był naznaczony kontuzjami. Wielka szkoda, że akurat po tak udanym zakończeniu MP, gdzie zdobył dwa tytuły mistrzowskie, przydarzyła się taka kontuzja. Zresztą nie tylko my mamy tego typu kłopoty. Czeski pewniak w już ogłoszonej kadrze, kolega teamowy Wysockiego, Jara Romanćik doznał również urazu na ADAC (złamanie jednej z kości) i jego występ w MXoN także stanął pod znakiem zapytania. Kierownicy i managerowie mają więc o czym myśleć. Gaildorf miał trzy odsłony. Sobotnie kwalifikacje, niedzielne wyścigi na suchym i finał dnia już po mokrym, więc w zgoła innych warunkach. Tor postawił wysokie wymagania, a efektem tegoż była spora liczba gleb i nie ukończonych biegów. Dotknęło to nawet czołówkę i to z samej góry tabeli. Do finałów zakwalifikowali się Tomek Wysocki (dobry czas w bardzo silnej, szybkiej grupie!), Łukasz Lonka (ale dopiero po LCR, gdzie zajął 2. miejsce) i Gabriel Chętnicki (13. czas grupy). Szymon niestety nie przebrnął przez wyścig ostatniej szansy, podobnie jak Karol Kruszyński i Damian Kojs. Natomiast drugim rezerwowym był po LCR Maciek Więckowski i… szczęście uśmiechnęło się do niego, gdyż wystąpił w finałach. Od początku do końca w klasie Masters poza zasięgiem wszystkich była gwiazda nr.1 czyli Max Nagl. W klasie MX2 absolutnym dominatorem okazał się jedyny rider ze stajni SUZUKI Stefana Evertsa Francuz Zachary Pichon. Pierwszy bieg MX2 z niespodziankami, gdyż wyścigu nie ukończyli faworyci do podium: powracający po kontuzji Czech Martin Krć i drugi w generalce Słowak Śikyna. Holeshota zdobył Słowak Tomaś Kohut, ale potem wypadł z top ten i ukończył bieg dopiero na 15. miejscu. Za to nasz Gaba Chętnicki wypadł całkiem dobrze i przyjechał na 11. pozycji. Maciek Więckowski przyjechał 22 czym udowodnił, że na finał zasłużył.

Tom Koch

Drugi wyścig MX2 i ponowna dominacja dwójki Pichon-Koch. Śikyna zdobył holeshota, ale ku rozpaczy teamu MX Slovakia i ekipy „JD 191” na trzecim kółku zakończył jazdę…Upadek po skoku, „wykasowana” pamięć co się stało. Szkoda. Kolejny szef kadry na MXoN ma ból głowy… Dwa zera drugiego w tabeli ridera to dramat! Tor robił się coraz bardziej wymagający i skoleinowany. Na mecie w pierwszej szóstce znowu trzech Francuzów! Wysoko Kohut (czwarty), a nasz Gaba ostatecznie dojechał 18. Więckowski zajął 23 miejsce. Drugi bieg miał tempo o wiele szybsze niż pierwszy (o ponad 1,5 minuty!). Podium: Pichon (FRA), Koch (GER), Malaval (FRA). Koch już zapewnił sobie więc tytuł mistrza ADAC! Gaba wywiózł 13 pkt i zajął 17 miejsce. W tabeli Śikyna stracił drugie miejsce na rzecz Estończyka Sileiki i jest trzeci. Ale tuż za nim plasuje się już Pichon. Finałowa runda w Holzgerlingen musi rozstrzygnąć kwestię obsady reszty podium. Będzie więc walka na śmierć i życie. Toma Kocha zobaczymy już w najbliższy weekend na MXoEN w Gdańsku, jako jednego z najsilniejszych riderów na maszynie w grupie MX2. Klasa Masters była już od kwalifikacji areną walki samych znanych jeźdźców. Nagl jak Nagl ale regularni uczestnicy MŚ MX2 czy MXGP jak Jacobi, Ullrich, Hsu czy Irt plus wyjadacze Neugebauer i Ekerold. Nasz Tomek Wysocki po kwalifikacjach wyjeżdżał na maszynę z bardzo dobrym 12 wynikiem (w grupie był 6. tuż za swym team mate Romanćikiem). Był to, biorąc pod uwagę cały sezon ADAC, chyba najlepszy rezultat. Pierwszy wyścig i pierwsze niespodzianki: start wygrał Ullrich a nie Nagl i odpadł z rywalizacji Lonka (na trzecim kółku). Potem nie ukończył biegu Hsu a faworyzowany Jacobi, który piął się coraz wyżej też nie dojechał całości. Wysocki wprawdzie niezbyt dobrze wystartował (ok. 20-22.), ale bez większych problemów objechał kilku rywali i zanotował kolejne punkty za 15. miejsce. Najlepsi byli: Nagl, Ullrich, Ekerold. Drugi wyścig będący jednocześnie finałem dnia miał miejsce po mokrym, a więc już innym podłożu niż wcześniejsze biegi. Tym razem nasz Tomek znacząco poprawił start, bo po pierwszym kółku był już na wysokim 9. miejscu. Drugą połówkę wyścigu ciągnął na jeszcze lepszej, ósmej pozycji, ale w końcówce zabrał mu je cudotwórca Christian Brockel (#71). Po starcie był na ok. 30. miejscu ale potem dał prawdziwy koncert jazdy i ostatecznie zdobył 8. miejsce. Cud! Tomek dojechał jako 10. Riderzy pokonali aż o trzy kółka mniej niż poprzednio. Tym razem czołówka się sporo zmieniła, bo Nagla i Ullricha rozdzieliło aż trzech riderów: Ekerold, Irt i Jacobi. Nie ukończyło biegu aż 10-ciu zawodników, min. znowu Hsu, Neugebauer, Heidecke…. Niestety, w obu wyścigach nie wziął już udziału kontuzjowany Romanćik, więc kilka siwych włosów przybyło na głowie szefa czeskiej kadry.

My jednak mamy wyraźny powód do zadowolenia, bo oto w klasyfikacji tej rundy najlepsze w sezonie, wysokie 10 miejsce, zdobył Tomek Wysocki (17 pkt). W tabeli kolejne rozstrzygnięcie: Dennis Ullrich już może świętować czwarty tytuł mistrza Niemiec. Natomiast o 2. miejsce powalczą Belg Getteman i Niemcy: Jacobi i Brockel. Będą emocje! W Junior Cup, gdzie nie mieliśmy w tym roku nikogo, ale interesuje nas ze względu na nadchodzące MXoEN, bez sensacji. Górą Skandynawia, jednak coraz liczniejsi są na wysokich miejscach Niemcy. Niemieckie szczyty MX może w MŚ nie błyszczą, za to o „doły” nasi sąsiedzi martwić się nie muszą. Jest cała fala z której będzie w czym wybierać. Najlepszymi w Gaildorf byli: Magnus Smith (DEN), Paul Bloy (GER), Max Palsson (SWE). Czwartym był nieoczekiwanie gość z dalekiego RPA- Camden McLellan. Ale prawdziwa walka będzie w finale (23-24.09), bo klasa Junior Cup ma jako jedyna otwartą kwestę tytułu, o który bić się będzie znakomita skandynawska dwójka Palsson-Smith. W dodatku o 3 miejsce powalczy aż czterech młodych ścigantów! Tam się będzie działo! P.S. Białorusin Valovich, który zlał naszych ostatnio we Wschowej był dopiero 19-ty, co pokazuje ile w klasie 85cm dzieli nas od Europy….

CZECHY Nasi najmłodsi juniorzy coraz chętniej podróżują po okolicznych krajach i z coraz lepszym powodzeniem biorą udział w zawodach wyższej rangi. Na mocno obsadzonym pod koniec wakacji pucharze Meteoryt Cup pojawiło się niespodziewanie aż trzech naszych młodych riderów. Z Gdańska przybył świetny Dawid Zaremba, który dopiero „poznaje Czechy”, ale już mu się spodobały. Z Lubelszczyzny przyjechał Michał Psiuk, a z Beskidów doskonale obeznany z tym cyklem (zdobył główne trofeum w ub. roku) Maks Matyasik.

Dawid Zaremba

Pojawienie się Dawida w klasie 65cm zaskoczyło czeskich konkurentów. Nie przypuszczali, że „nowy” da im taki wycisk. Wynik 1-2 i drugie miejsce w zawodach zrobiło wrażenie na licznie przybyłej braci MX-wej. Świetnie przygotowany tor w znanym Opatowie i…aż 225 jeźdźców! Zawody „parada”, jak mówią Czesi. W tej samej klasie co Dawid startował też Maks i zajął 7 miejsce w zawodach. Z kolei Michał Psiuk w klasie 50cm był drugi. Gratulujemy naszym najmłodszym reprezentantom udanego występu! I jeszcze taki obrazek z Opatowa, gdzie rozgrywano Meteoryt Cup. Dawid Zaremba tuż przed pierwszym wyścigiem łapie gumę, widząc to Czesi natychmiast pospieszyli z pomocą, przynosząc swoje koło zapasowe, żeby młody rider mógł wystartować i rywalizować. Piękny gest!

WĘGRY Na dokładkę dzień później Maks Matyasik (po raz kolejny w tym roku) wystąpił w zawodach na Węgrzech. Tym razem były to główne mistrzostwa tego kraju na torze w Ajka. W klasie 65cm zajął niezłe 8. miejsce na 18-tu zawodników. Maks jako jeden z nielicznych przeciera nowe ścieżki na Węgrzech, które dotąd były przez nas znane głównie z okresu zimowo-wiosennego, gdyż nasi chętnie jeżdżą tam na treningi. Teraz jednak okazuje się, że Węgrzy nie dość, że poszli mocno do przodu z infrastrukturą to jeszcze mają coś, czego u nas nadal wyraźnie brakuje.

Maks Matyasik

Przyjazną, nastawioną na „klientów” czyli zawodników obsługę i organizację, brak zbędnych utrudnień i formalności oraz spontaniczną, sympatyczną atmosferę międzynarodowego wydarzenia. I o to chodzi, trzeba iść z duchem czasu, nastawić się na dobre przyjęcie gości, a nie wynajdywać kruczki w regulaminach. Mało tego, Węgrzy zdając sobie sprawę z faktu że jest ich w tym środowisku mało, serdecznie zapraszają nas Polaków do siebie na ich zawody, ponieważ autentycznie cieszą się z każdego gościa zza granicy. O tym że tak jest mogą zaświadczyć Maks z ojcem, ale i inni przybyli tam riderzy (Czesi, Rumuni, Słowacy). Tak więc Węgry stoją przed Wami otworem. O wydarzeniach na Strefie Południowej w Osielcu przeczytacie w osobnym materiale.

fot.: Kateřina Zandtová, Czechy, ARC, JD191. motocrossmag.be

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTłoki bez tajemnic
Następny artykułAwans Hawi na ISDE