Crossowy „Kopciuszek” Honda CRF250 2005

3988

Pierwsze wrażenia: po pierwsze lekkość i łatwość odpalania. Po drugie: długie przełożenie całkowite pozwala uciec na długich odcinkach prostych „setom” z niewprawnymi szoferami.

Soczysty basowy odgłos seryjnego tłumika ze znaczną „dziurką” umożliwia normalnie „oddychać” silnikowi. Po ruszeniu moment napędowy wydaje się być niewiele mniejszy od 450ccm 4T, ale dużo szybciej „terkoczące serce” przypomina kierowcy, skąd taka impresja. Bo trzeba pamiętać, że serduszko tyka u Kopciuszka praktycznie w tym samym tempie, jak w setach 2T. „Żwirówkowe” próby wywołują wrażenie, jakby osiągi Hondy CRF250 4T były poza zasięgiem 125-tek klasy 2T.

Tak oczywiście nie jest, bo charakterystyki silników są prawie „odwrotne”, jeśli chodzi o przebieg siły napędowej na kole w funkcji obrotów wału korbowego. Trzeba o tym pamiętać, aby maksymalnie wykorzystywać osiągi 125-ki 2T i 250-ki 4T Oczywiście muszę dodać, że jazda na CRF 250 jest zdecydowanie prostsza i dużo łatwiej wykorzystać jej możliwości. Jedziemy na tor. Zacznijmy od… ergonomii.

W tej crossówce praktycznie wszystko od razu pasuje kierowcy i nie trzeba się zbytnio do niczego przyzwyczajać Jedyne do czego można się przyczepić, to do „trzymania” motocykla, bo wymaga większego ugięcia kolan niż się spodziewałem. Inaczej będzie rzucało nami jak kotem po obierkach. Jak wspomniałem wcześniej, motocykl jest bardzo lekki. W swojej klasie praktycznie zawsze był najlżejszy. „Winowajcą” takiego stanu rzeczy jest między innymi zastosowany jeden wałek rozrządu (SOHC), tak wyśmiewany przez crossowych purystów. Lekkość tego motocykla musi być brana pod uwagę bardzo często. Przy skokach lecimy wyżej niż chcemy.

Ale wprawni riderzy wykorzystają to do dolatywania tam gdzie trzeba, nawet przy niewystarczającym rozpędzeniu się przed przeszkodą. Lekkość motocykla i charakterystyka motoru przypominająca troszkę 2T pozwala łatwo zmieniać obrany tor jazdy w zależności od tego, kto nam „przeszkadza” i gdzie się znajduje przed nami na torze. Przód CRF 250 jest troszkę nerwowy, dlatego trzeba dokładnie stroić nastawy zawieszeń. Tylne zawieszenie bez uwag (może nastawy były przypadkowo zrobione pod moją wagę i na nasz „wredny” tor). Seryjne hamulce działają skuteczniej niż w dużej CRF, ale nie tak dobrze jak w 125 2T. I znów oczywiście to w głównej mierze kwestia masy. Po wywrotce „w dojściu do siebie” CRF 250 jest bardzo dobra. Konkurenci w klasie 4T są bardziej kapryśni i wymagają więcej kopania.

Oczywiście maszyny 2T są jeszcze łatwiejsze w „ożywianiu”. Znakiem czasu i tego co jest pożądane w nowoczesnych crossówkach jest fakt, że Honda dawno przestała afiszować się o ile koni mechanicznych więcej ma kolejny rocznik CRF. Honda dziwnie nie pisze też o masie własnej motocykli crossowych i trzeba się sporo naszukać, aby takie dane dotyczące masy zdobyć (opisywany CRF 250 waży 92,5 kg na „sucho”). Kiedyś książki serwisowe Hondy miały więcej danych, ale nie były drukowane w Chinach. „Znak czasu” to się chyba nazywa 🙂

Tekst i zdjęcia: Krystian Gass