Gra o tron – Wielki Finał

1538

To będzie wielka ruletka w Las Vegas! W największym kasynie supercrossowym świata zagrają o najwyższą stawkę, bo w sobotni wieczór na Sam Boyd Stadium odbędzie się wielki finał AMA Supercross. Ostatnie niewiadome, ostatnie wyścigi i ostatnie nerwy.

Prawdziwy thriller będzie miał miejsce w klasie 250 w Dywizji Wschodniej, gdzie aż trzech riderów może ubiegać się o tytuł mistrza, bo wszyscy mieszczą się w różnicy zaledwie jednego punktu. Nieco inny dreszczowiec czeka nas w królewskiej klasie 450, gdzie tydzień temu mieliśmy wielki dramat Eli Tomaca, który stracił pozycję lidera na rzecz największego rywala Ryana Dungeya. Takiej sytuacji w amerykańskim supercrossie nie było dawno. W dwóch klasach mistrza wyłoni ostatni wyścig sezonu i będzie tu chodziło o pojedyncze punkty. Wskutek ostatnich zawirowań, niespodziewanych upadków i decyzji sędziowskich (kara dla Joeya Savatgy) w tabelach na samej górze jest wszystko „na styk”, choć jeszcze niedawno wyglądało to zgoła inaczej. A więc kto zostanie mistrzem w Dywizji Wschodniej? Jordon Smith, Zach Osborne czy Joey Savatgy? Trzech kandydatów i jeden punkt! W Dywizji Zachodniej mistrza już mamy, został nim rundę wcześniej Justin Hill. 9 kwietnia Eli Tomac został wreszcie liderem tabeli, choć miał identyczny dorobek punktowy co Dungey. Wystarczyły jednak 3 tygodnie i dwie rundy, aby wszystko runęło jak domek z kart. Teraz ten świetny rider musi liczyć na łut szczęścia i matematykę lub pech rywala, bo nawet zwycięstwo nie pomoże, jeśli Dungey pojedzie wystarczająco dobrze. Ma przecież jednak AŻ 9 punktów przewagi!

Jakie są więc scenariusze, aby to Dungey ponownie został mistrzem? Wystarczy, że przyjedzie co najmniej czwarty – przy zwycięstwie Tomaca. Jak dotąd Dungey odniósł trzy zwycięstwa, pięć razy był drugi, cztery razy trzeci i… trzy razy czwarty. Piąty nie przyjechał ani razu, szósty też. A więc prawdopodobieństwo, że właśnie teraz w decydującym finale zawali wyścig jest niewielkie. Pamiętamy jednak co stało się w East Rutherford z Eli Tomacem, tym pewniakiem w drodze po tytuł… A co jeśli Dungey jednak się potknie, a Tomac nie wygra? Kalkulator punktów mówi tak: gdy Tomac będzie drugi, Dungey musi być co najmniej siódmy, by obronić tytuł. Gdy Tomac byłby trzeci, Dungeyowi wystarczy dziewiąte miejsce, aby zwyciężyć. Tak więc wszystko przemawia za Dungeyem, bo choć wygrywał o wiele rzadziej niż jego rywal, to notował mniej poważnych wpadek. Po prostu jeździł dość równo i zbierał punkty. Czekamy więc na ostatnią jazdę najlepszych supercrossowców. Będzie znowu sensacja, czy jakiś Armagedon na Sam Boyd Stadium? Wszystkiego dowiemy się w niedzielę nad ranem!

fot.: Monster Energy, ARC.