Hard w Kamieńcu

1756

Po raz pierwszy trafiliśmy do Kamieńca rok temu. Minęło prawie 12 miesięcy i oto jesteśmy tutaj znowu. Szybki rekonesans po torze i robimy wielkie WOW!

Blisko siedem kilometrów trasy z belkami, kamieniami, ogromnymi szpulami, oponami, kilka dłuższych prostych dla nabrania oddechu i odcinek leśny. Wszystko otaśmowane, każda przeszkoda przemyślana, kilka z wariantem soft i hard.

Wieczorny spacer zaliczony, sobotni poranek tuż tuż, pozostało jedynie czekać na zawodników, bo ci zawsze stanowią wielką niewiadomą. Zgłoszenia on-line nigdy niczego nie gwarantują, o czym paru organizatorów zdążyło się w tym sezonie przekonać. No i mamy sobotę… Prognoza pogody korzystna, padać nie będzie, a temperatura w okolicach 19 stopni. Ideales…

Na horyzoncie pojawiają się pierwsi zawodnicy… i dojechała ich ostatecznie blisko czterdziestka. Prawie dobrze, choć wcześniej zgłosiła się ponad 60-tka. No nic, widać nieobecni wybrali pomykanie po lasach z przeszkodami w postaci służby leśnej. Wśród motocykli zdecydowanie dominują KTM-y, wśród riderów faceci.

Pojawiły się też dwie riderki, za co kapelusze z głów, bo dziewczyny dały radę z całą trasą (jadąc półtorej godziny). Około dziesiątej odprawa, przejazd zapoznawczy i można się ścigać. Wystarczy jedno okrążenie, aby zrozumieć, że tym razem nie będzie decydować odkręcona na maxa manetka, a… głowa. Czyli: włączasz silnik, włącz myślenie. 90 minut walki z moto, z terenem i samym sobą. Widać różnice w stylu jazdy, w umiejętnościach, ale na takiej imprezie nie wszystkim chodzi o wynik.

Najważniejsze to dojechać, wytrzymać, nie poddać się, a potem wypić łyk zimnego piwa i powiedzieć sobie: dałem (łam) radę. Tacy zawodnicy to sól off roadowej ziemi a takie imprezy to prawdziwe oblicze off roadu. Bez sztywnych regulaminów, bez „związkowej” otoczki, jazda dla fanu. Najszybsi pokonali 17-cie okrążeń, trzech wycofało się w trakcie zawodów (awarie maszyn, nie ludzi).

Natomiast na mecie doszło do nieoczekiwanego zdarzenia, bowiem okazało się, że mamy… dwóch zwycięzców! Tego jeszcze chyba nie grali! Filipa Kamińskiego i Alberta Sudoła dzieliły sekundy, dlatego organizator postanowił, aby obydwaj jeźdźcy stanęli na najwyższym stopniu pudła i obydwaj dostali namioty 24MX.

Drugi był Szymon Futro (voucher Penrite), a trzeci Błażej Woźniak. Wszyscy otrzymali oryginalne puchary-statuetki ufundowane przez burmistrza gminy Kłecko. Uhonorowano także voucherami do salonu kosmetycznego dwie dziewczyny: Joasię Żak i Kasię Kaczmarek. Uroczystość obserwowali i oklaskiwali wszyscy uczestnicy zawodów, co jest obrazkiem nieczęstym na imprezach rangi mistrzowskiej, na których większość zawsze bardzo się spieszy.

fot. Krzysztof Hipsz

Wyniki