Kucharczyk vs. Lewko, czyli tak jedzie Akademia

2372

Miniony weekend to zmagania akademików na torze w Borkowie, gdzie odbyła się kolejna runda Orlen MXMP a także start Asi Miller i Szymona Staszkiewicza w Niemczech. O naszych eksportowych riderach w dalszej części, zaczynamy od zawodów w Gdańsku.

Pierwszy dzień rywalizacji przy bardzo niestabilnej pogodzie (deszcze, wiatr, nisko wiszące chmury), w niedzielę natomiast żar lał się z nieba. Bohaterami borkowskiej rundy okazali się zawodnicy klasy MX125, obydwaj pozostający pod opieką Akademii. Mowa rzecz jasna o Czarku Lewko i Wojtku Kucharczyku. W pierwszym biegu Czarek trochę opóźnił start, co natychmiast wykorzystał Wojtek, wziął holeshota i wyszedł na prowadzenie całej stawki (26-ciu zawodników). Wydawało się, że jego pozycja była niezagrożona.

Wojtek_Kucharczyk

Ale Lewko jest nie tylko ambitnym riderem, ale także świetnym strategiem. Gdy wyprzedzając kilku konkurentów znalazł się na drugim miejscu, odczekał, szykując się do lamparciego skoku. Na jednym z ostatnich okrążeń ruszył, łyknął rywala i było po zawodach. W drugim biegu obydwaj akademicy również nie zawiedli, tocząc zacięty bój. Ostatecznie na najwyższym stopniu podium stanął Lewko, a „piętro niżej” Kucharczyk. Przypomnijmy, że Wojtek jest po poważnej kontuzji i zapewne nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, tak więc druga połowa sezonu zapowiada się emocjonująco. W tej samej klasie bardzo dobre wyniki uzyskali także Filip Bukowicz (czwarty) i Dariusz Rapacz (piaty), obydwaj z Akademii Orlen Team. W klasyfikacji sezonu pierwsza trójka to: Lewko, Rapacz i Bukowicz, a więc w czubie „akademicy”!

W czubie także bez zmian w klasie MX65, zdominowanej przez Maksa Chwalika, ale… ale w pierwszym wyścigu holeshota wziął też Maks, tyle że… Wołek. Niestety swoim szczęściem nie cieszył się zbyt długo, bowiem imiennik po chwili go wyprzedził i było pozamiatane. Dwa zwycięstwa i podium. Na trzecim stopniu podium znalazł się kolejny zawodnik Akademii Wiktor Rafalski.

W klasie MX85 także mieliśmy dominatora – Wiktora Małeckiego (trzeci był Olaf Włodarczak). Ten chłopak zrobił ogromne postępy i w każdym wyścigu tuż po starcie natychmiast zyskiwał dużą przewagę na resztą „peletonu”. Aż strach pomyśleć co będzie, gdy siądzie na „secie”. Z dziennikarskiego obowiązku (ale jakże miłego) odnotujmy drugie miejsce Maksa Chwalika.

Pozostawiamy ten fakt bez komentarza… Czym nas ten chłopak jeszcze zaskoczy? W klasie MX2 także sporo się działo, bowiem pech dopadł Kubę Barczewskiego. Zawodnik ten znakomicie pojechał w pierwszym wyścigu, zajmując drugie miejsce w MX2Junior (czwarte w MX2), niestety w drugim doszło to kontaktu bezpośredniego z dwoma zawodnikami, w efekcie mocno zbita stopa i zjazd do depo.

Sobotnie niepowodzenie zrekompensował świetnym przejazdem w królewskiej klasie Open zajmując szóste miejsce (6., 4.), mimo że noga ledwo zmieściła się w bucie.

W tym samym czasie w Niemczech walczyli Asia i Szymon. Joanna pojechała w kolejnej rundzie Mistrzostw Europy Kobiet rozegranej w Schwedt. Oto co powiedziała po zjechaniu do depo: Zawody niestety nie poszły po mojej myśli. Od pierwszego treningu dziewczyny narzuciły wysokie tempo. W wyścigu kwalifikacyjnym dopiero 9-ta pozycja. Pierwszy wyścig rozpoczął się nie najgorzej, wyprzedziłam kilka zawodniczek i dojechałam 6-ta. Drugi bieg już nie był tak udany. Na starcie jedna z riderek przewróciła się i nie udało mi się jej wyminąć. Gonitwa z ostatniej pozycji do 11-go miejsca. Niestety na dwa koła przed końcem podparłam się i skręciłam kolano. Jednak wiedziałam, że walczę o wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej i z trudem, ale udało się dokończyć wyścig nie tracąc pozycji. Teraz kolano potrzebuje znowu dłuższej przerwy, bo zebrał się płyn i bardzo boli.

Pechowo wypadł natomiast Szymon Staszkiewicz na ADAC-u w Bielstein. Na treningu czasowym uzyskałem szóstą pozycję w grupie, niestety dostałem karę dziesięciu miejsc za przeskoczenie dwóch pierwszych whoopsów na sekcji, na których znajdował się inny zawodnik. Stąd konieczność startu w wyścigu ostatniej szansy, w którym byłem trzeci. W niedzielę ruszałem z trzydziestej trzeciej bramki, po starcie jechałem około 14-go miejsca. Na trzecim okrążeniu miałem upadek, przekoziołkowałem nad kierownicą, po czym wstałem, aby jechać dalej. Niestety któryś z zawodników najechał prosto na mnie i nieźle mnie poobijał. To był koniec ADAC-u. Pocieszające w tym wszystkim jest to, że prześwietlenie nie wykazało żadnych złamań. Postaram się wrócić na motocykl tak szybko, jak to możliwe.

fot. Krzysztof Hipsz