Mój cel to Dakar – Dominika Orlik

9112

Co za spotkanie… i to nie tam, gdzie mógłbym się spodziewać, bo na lidzbarskim torze enduro. A więc słowo ciałem się stało. Czy to rozwód z motocrossem, czy tylko separacja…

Do enduro ciągnęło mnie od kiedy tylko zaczęłam myśleć, aby wsiąść na moto. Zaczęło się rzeczywiście od motocrossu. To naprawdę piękny sport, jednak gdy po raz pierwszy wystartowałam w Malechowie od razu wiedziałam, że to początek mojej nowej wielkiej miłości. I choć zawody skończyłam w szpitalu, to jednak kierunek został jednoznacznie wytyczony. Dlatego teraz jest enduro, superenduro i cross country, MX… w wolnej chwili. A wszystko po to, aby kiedyś pojechać w Dakarze. Tak, tak, to nie mrzonka, a cel mojego życia! No, ale ok… o tym może kiedyś….

Co wzięło Cię za serce w enduro?

Jest trudne, niebezpieczne, cały czas przygoda, co chwila nowa sytuacja, to bardzo kręci. Musisz myśleć, kombinować, podejmować błyskawicznie decyzje. Najlepszą szkołą było superenduro, jest tam tyle nowych elementów, których musiałam się nauczyć!

Masz w tym sezonie za sobą kilka startów, z jakim skutkiem?

Pojechałam kilka rund Pucharu Śląska i Opolszczyzny w CC i jestem na pierwszym miejscu w klasie Kobiet, wystartowałam także w Pucharze Polski Enduro w Wałbrzychu, co było dla mnie prawdziwym kamieniem milowym. Takiej trasy jeszcze nie jechałam, po pierwszym kółku miałam łzy w oczach i wszystkiego dosyć, ale nie poddałam się. Moim celem było dotrzeć do mety, a przyjechałam na czwartym miejscu. Niezłą szkołę dostałam także w Głuchołazach. W planach jest Puchar Polski Enduro, Puchar Śląska i Opolszczyzny i… Megawatt! Nowa dyscyplina to także zmiana moto, pozostał KTM, ale zmieniłam SX-a na EXC.

Enduro wymaga żelaznej kondycji….

Dlatego mam nowego couchera, który przygotował dla mnie specjalny cykl treningowy. Już teraz czuję progres, coraz większą silę i jadę coraz szybciej.

Ciekawe, jak skomentują naszą rozmowę ci, których kłuje w oczy Twoja ekspansywność w mediach społecznościowych. Niektórym to się podoba, ale są tacy, którzy zarzucają Ci „lans”.

Powiem tak, mam swoje życie, kocham co robię i jeśli komuś to się nie podoba, to jego sprawa. Przypomnę tylko, że byłam jedną z czterech finalistek ME Kobiet, staram się jeździć jak najwięcej i to nie po to, aby odnosić jakieś spektakularne sukcesy, ale przede wszystkim realizować swoją pasję. Lubię się nią dzielić z innymi, robię to nie dla siebie, ale dla tych, którzy chcą wiedzieć co się u mnie dzieje. Czy jest w tym coś złego? Jeśli to się komuś nie podoba wystarczy odlajkować mój profil i problem z głowy.

Czy to wszystko pomaga w pozyskaniu sponsorów?

Oczywiście, inaczej nie byłoby mnie stać na to co robię. Dlatego mogę więcej trenować, mieć lepszy sprzęt i akcesoria.

Czy planujesz „sezonowo”, czy masz jakieś wizje tego, co będziesz robić w dalszej przyszłości.

Wspomniałam o Dakarze i nie był to żart, to cel mojego życia! Dlatego też robię wszystko, aby przygotować się do tego rajdu jak najlepiej. Staram się być cały czas konsekwentna: najpierw był motocross, teraz jest CC i enduro, niedługo może jakaś sześciodniówka, potem Baja, wiesz… ja naprawdę wiem czego chcę!

Spotykamy się na torze w Lidzbarku…

Tak, kilka razy startowałam po drugiej stronie ulicy na crossie nie wiedząc, jakie cuda kryją się w tych lasach, jaka trasa, jakie przeszkody, tu jest raj, Jurassic Park! Zjazdy, wąwozy, paprocie na metr, strumyki w poprzek leśnych ścieżek, po prostu bajka. Jaka szkoda, że z mojego domu jest tu tak daleko!

fot. Krzysztof Hipsz