Mrągowska Somosierra

1735

Gdy w sobotę na MXoEN w Gdańsku z błotem walczyli organizatorzy, w Mrągowie z brunatną breją zmagali się riderzy. Potoki wody z nieba, tony gliny na kołach, a jednak pojechali. I żaden nie odpuścił.

Mrągowo zdało egzamin na piątkę, a był to debiut miejscowego Stowarzyszenia Młodzieży (MSM), które do tej pory miało na swoim koncie kilka udanych zawodów MX. Tym razem jednak poprzeczka została podniesiona znacznie wyżej. I sprostali wyzwaniu… Blisko 9-cio kilometrowa trasa, bardzo urozmaicona, ale i trudna technicznie.

Tu nie było miejsca na latanie pełnym gazem, tu trzeba było mądrze rozłożyć siły tak, aby pary starczyło do końca. Bo nie dość, że sprzęty przybierały na wadze z każdym kilometrem, to jeszcze rywale nie oszczędzali ani siebie, ani swoich maszyn. Pojawiła się ich blisko setka, co jak na CC jest ilością sporą. No ale nic w tym dziwnego, bo właśnie w Mrągowie mogło się rozstrzygnąć komu przypadnie w udziale tytuł Mistrza Polski, a kto zdobędzie Puchar Polski.

Zacznijmy od samej imprezy, bo jak wspomnieliśmy był to debiut organizacyjny zaprawionych w bojach motocrossowych Andrzeja Golenia i Tomka Piórkowskiego. Ale przecież inaczej przygotowuje się zawody rozgrywane na półtorakilometrowym torze, a inaczej cross countrowe „maratony”. Panowie jednak temat ogarnęli, mimo że Aura wyraźnie stanęła po drugiej stronie barykady. Trasa była jednak przejezdna (pewnych modyfikacji dokonano drugiego dnia), w depo można było stanąć w miarę suchą nogą, a i dojazd nie sprawiał żadnych problemów.

Pracujący w bardzo trudnych warunkach chronometraż także dal radę, jeźdźców dopingowała spora grupa kibiców, a służba medyczna (Twin Med) głównie przyglądała się zawodom interweniując sporadycznie. Imprezę zabezpieczali quadowcy, którzy swoimi potężnymi maszynami docierali w najdalsze punkty, aby wspierać pechowców pokonanych przez błotnistą maź. Catering oferował znakomite jedzenie w cenach jakich nie spotyka się na podobnych imprezach (poszli po kosztach?), a biuro zawodów pękało w szwach od nagród (m.in. GoPro, 24MX, Penrite, Fox), jakimi mieli zostać obdarowani zwycięzcy. Znakomitą konferansjerkę poprowadził Marian Dąbrowski (miszczu!), w czym sekundował mu (w miarę możliwości czasowych) Tomek Piórkowski. Panowie fachowo komentowali to wszystko co działo się na trasie, ale także organizowali konkursy dla publiczności, oczywiście z giftami.

Nic więc dziwnego, że w tak sprzyjającej atmosferze główni bohaterowie spektaklu dali pokaz gry na najwyższym poziomie. Wśród zawodników byli m.in. jeźdźcy z KM Cross Stare Babice. Silna grupa – jak zwykle bardzo widoczna na padoku – również na trasie pokazała, że stanowi czołówkę CC. To oni w dużej mierze okupowali podium, a Erwina Barszczewskiego właściwie już nic nie dzieli od medalowego miejsca w generalce, pytanie tylko jaki będzie kolor kruszca? Zawodnikom pozostała ostatnia rozgrywka w Lidzbarku, gdzie jeszcze wszystko może się zdarzyć.

Damian Bykowski

Dużą niespodzianką był start jednego z najlepszych polskich motocrossowców Damiana Bykowskiego (PSM Off Road Białystok). Specjalista od szybkiej jazdy na krótkim torze udowodnił, że jest znakomicie przygotowany kondycyjnie, wytrzymał półtoragodzinną jazdę i… wygrał w klasie S2. Damian jechał na pożyczonym moto, w dodatku na endurówce i dał radę (więcej już wkrótce w rozmowie Trzy pytania do…). Niestety pech spotkał Czarka Lewkę (MotoKlub Olsztyn), świeżo upieczonego Mistrza Polski MX125. Czarek jechał świetnie, była ogromna szansa na pudło (ależ ten chłopak ma pary), niestety gleba odnowiła kontuzję i… olsztynianin musiał zwinąć manatki i pojechać do domu.

fot. Darek Lewko

Czarek jest już po kilku badaniach, w środę USG jak opuchlizna zejdzie. Mógł nie jechać, to nie jego bajka, ale on kocha błoto, głębokie koleiny, w tym czuje się lepiej niż większość konkurencji. A upadek zaliczył na skoku zbudowanym z opon, to dla niego nowość. Dostał uślizgu bocznego i poleciał… Bywa. – skomentował start syna Darek Lewko. Autorem kolejnej niespodzianki był Aleksander Świrczak (X Racing Lesznowola, Duust), piąty zawodnik MP MX w klasie 85. Czarny koń sezonu 2017 poradził sobie i w cross country, wygrał w Mrągowie i prowadzi w klasyfikacji generalnej MP CC Junior 85.

Tak więc twierdzenie, jakoby motocrossowcy to krótkodystansowcy mija się z prawdą. Wśród Mastersów rozpoznaliśmy charakterystyczną sylwetkę księdza Mariana Augustyna. Jak zwykle uśmiechnięty poświecił nam trochę czasu na rozmowę (wywiad już wkrótce na naszym portalu), wyraził zadowolenie z faktu, że zmienił MX na CC oraz z pewnym zażenowaniem stwierdził, iż bardzo pomocne okazało się zawieszenie, które przygotowały mu…. MotoDiabły ze Szczecina (sam jednak, jak powiedział ufa Bożej Opatrzności). W efekcie zajął 6. miejsce w PP, a w generalce jest piąty. Z kolei twórca sukcesu toru „Barbara” Mirek Pleskot (Senior2 PP, X Racing Lesznowola), który był drugi, zamiast o swoim sukcesie cały czas chwalił znakomite przygotowanie zawodów (a on przecież najlepiej wie, ile to kosztuje, nie tylko wysiłku).

Tyle relacji, więcej w październikowym wydaniu X-cross. Fizyczną niemożliwością jest wymienić wszystkich bohaterów mrągowskiej Somosierry, ale każdemu z nich należy się ogromny szacun za walkę i za poświęcenie.

WYNIKI MP

WYNIKI PP

Fotogaleria dzisiaj na naszym fanpage’u.

fot. Krzysztof Hipsz