Off road w targowej niszy

4651

Byliśmy na MotoExpo… No cóż, uczucia mieszane albo raczej zmieszane (a może wstrząśnięte?).

Po pierwsze zabrakło potentatów takich, jak choćby KTM czy Honda. Imponująco wypadł jak zwykle InterMotors, pozostali potraktowali sprzęt offroadowy niszowo, wstawiając maszynki z podniesionymi błotnikami w kąt swoich stoisk (vide Yamaha).

Nie pojawili się ani Motul, Bridgestone czy Pirelli (od zaufanego przedstawiciela jednej z wymienionych firm dowiedzieliśmy się, że ceny były zaporowe w zamian za to, co oferował organizator Expo), zabrakło gwiazd, swoje usługi oferował natomiast fryzjer w obwoźnym salonie. Na szczęście spotkaliśmy kilku wystawców, jak choćby Lobo Moto czy nasz znakomity eksportowy hillclimbingowiec Mariusz Głodny, którzy choć niskobudżetowi zaskoczyli nas swoją pomysłowością. Z Mariuszem pogadaliśmy nieco dłużej, a o czym, przeczytacie już wkrótce na naszym portalu.

Z kolei chłopaki z Lobo pokazali nie tylko swoje umiejętności na zaimprowizowanym torze przeszkód, ale także mistrzostwo świata w crossowym marketingu. Ich stoisko, choć nieduże, przyciągało dziesiątki zwiedzających, zwłaszcza „sprężynka”, dzięki której każdy mógł poznać uroki jazdy na MX-ie (dziękujemy za Lobo-puzzle). Uścisnęliśmy się także z Łukaszem Kurowskim, który kilka godzin wcześniej wrócił z Maroko, by za parę dni ruszyć do Włoch (ale Qurak ma parę) oraz wymieniliśmy kilka krytycznych uwag a propos targów z Justyną Małysko pijąc kawę serwowaną przez AJP. Równie smaczna kawę podała Motowizja+64.deg

I to byłoby właściwie tyle, off road ciągle w niszy, przynajmniej na MotoExpo. Dlatego z nadzieją czekamy na obornickie Barwy Dakaru, które już pod koniec marca.

fot. Krzysztof Hipsz