Oskar Kaczmarczyk przed Erzberg Rodeo

1565

Już w najbliższy weekend rusza Beskid Hero! W wyścigu niestety nie wystartuje jeden z czołowych biało-czerwonych speców od Extreme Enduro Oskar Kaczmarczyk. W tym czasie będzie walczył o punkty podczas drugiej eliminacji Mistrzostw Polski SuperEnduro.

Nie oznacza to jednak, że w czerwcu nie zobaczymy go na dzikich bezdrożach! Dosiadający 250-tki EXC rider z Nowego Targu intensywnie trenuje przed swoim trzecim w karierze startem w Erzberg Rodeo, w przygotowaniach do którego wystartował m.in. w tegorocznym King of the Hill.

Wprawdzie od tego eventu minęły już blisko dwa miesiące, ale powróćmy jeszcze na chwilę do rumuńskiej dziczy. Kaczmarczyk komentuje: Zawody były na pewno wymagające. Prolog o charakterze SuperEnduro, a następnie dwa dni ścigania w trudnym terenie ze ścisłą, światową czołówką Hard Enduro i zmiennymi warunkami atmosferycznymi potrafią zmęczyć, ale także zmotywować do jeszcze intensywniejszej pracy nad sobą. Za najlepszy dzień uznaję drugi. Mimo bardzo trudnych warunków, na motocyklu czułem się doskonale, co zaowocowało 12 czasem w klasie.

Ściganie się z takimi zawodnikami jak Young, Roman, Enockl, Cyprian, Gutzeit, Gallas sprawiło mi ogromną satysfakcję i motywowało do trzymania gazu. Za nieco gorszy uznaję występ podczas ostatniego dnia zawodów. Przekonani o tym, że w lesie wciąż będzie bardzo mokro, chyba nieco nie trafiliśmy z ustawieniami motocykla. Poza tym zaliczyłem jedną, czy dwie wpadki nawigacyjne, które oczywiście odbiły się na moim czasie. Na metę wjechałem z 3 wykręconymi okrążeniami na koncie i w niezbyt dobrym nastroju. To nie było to.

Czegoś moim zdaniem zabrakło…, ale grunt to wyciągnąć z tego wnioski na przyszłe starty. Z Rumunii przywiozłem bagaż cennych doświadczeń. Poza tym start ten uznaję za doskonały trening przez zbliżającym się wielkimi krokami wyścigiem Erzberg Rodeo. Moje przygotowanie kondycyjne, na co stawiałem w ostatnim czasie bardzo mocno, zdecydowanie się polepszyło.

fot. Łukasz Kręcichwost

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułGripy, gripy…
Następny artykułNowa Huska