Raport z Frauenfeld – Sobota

1301

W skrócie można by rzec tak: estońskie złoto Facchettiego nadal lśni, w EMX 250 Ameryka dała łupnia Europie, Brytyjczycy zdominowali EMX300, pech nie opuszcza Hondy i Gajsera, a ADAC chyba już nie wystarcza na ME…

Kwalifikacje w EMX 250 były najciekawsze z polskiego punktu widzenia. Dwóch naszych najlepszych eksportowych zawodników i nadzieja że dadzą radę, bo przecież na ADAC tak dobrze wypadli. Niestety ADAC nie jest już tak miarodajny. Tym bardziej, że pozajuniorska czołówka niemieckich mistrzostw specjalnie w tym sezonie nie błyszczy na torach ME. Prawdę więc mówili mądrzy i dobrze zorientowani, że niemiecka liga w ciągu ostatnich dwóch sezonów nieco podupadła jakościowo.

Start EMX 250

Dotyczy to nie samej rywalizacji czy poziomu organizacyjnego, ale braku obecności tych najlepszych w Europie, którzy by pociągnęli całość na wyższy poziom. Ci najlepsi startują teraz np. w Mistrzostwach Holandii. We Frauenfeld po raz kolejny brutalna rzeczywistość zweryfikowała nasze oczekiwania i nadzieje. Tylko Last Chance Race stał się udziałem naszych, i tylko Gaba Chętnicki był o krok od awansu. Właściwie to o włos, bo zdecydowały dziesiąte części sekundy. Pech polegał na tym, że Polak i w LCR był znowu o włos od awansu (pierwszy za rezerwowymi). To musi boleć, ale też uczyć, nie tylko zresztą samego zawodnika. Nas kibiców i obserwatorów też, bo wprawdzie sportowy patriotyzm nie jest niczym złym, ale w nadmiarze często zaciera prawdziwy obraz sytuacji. A ten jest taki, że wprawdzie polskie MX coś tam drgnęło do przodu, ale dalej dzieli nas od Europy kawał drogi i nie jest to droga ani łatwa, ani krótka. Wymaga ona nie tylko pieniędzy i cierpliwości, ale całego sprawnego systemu oraz planowania, z tym jako całość mamy największy problem.

Gianluca Facchetti

W setkach znowu popis Facchettiego. Złoto w Estonii podziałało chyba bardzo mobilizująco, bo coraz trudniej znaleźć rywalom sposób na Gianlucę. Pociągnął szybko i Haarup ale dopiero w trakcie wyścigu, gdyż startu nie miał najlepszego. Poziom bardzo wysoki, dla nas nieosiągalny. W wyścigach kwalifikacyjnych MŚ Szwajcarzy na torze robili wszystko, aby ich rodacy na trybunach i wokół toru mieli jak najwięcej powodów do radości. Zwłaszcza Seewer, który przywdział nawet specjalny, malowany w narodowe barwy i symbole kask. Z początku prowadził rewelacyjnie jadący Lieber, który uciągnął kilka kółek, ale to jednak Seewer okazał się najszybszy.

Seewer/Lieber

Ponownie wysoko wylądował drugi z Amerykanów- Sanayei. A Jonass? Ten zapewne w niedzielę też pokaże klasę. W MX GP mieliśmy drugi już w tym roku fatalny dla Hondy początek weekendu. Nie skończyło się większymi urazami jak na GP Niemiec, ale widok leżącego pod motocyklem Bobryszewa i podnoszącego się z kłębowiska ludzi i maszyn Gajsera miły nie był. Podobnie jak widok Tima jadącego na szarym końcu. Kraksy rozpoczął Van Horebeek, który upadł pierwszy, a na niego i przez niego poleciało paru kolejnych. Pech chyba przyczepił się do Słoweńca. Za to brak jakichkolwiek problemów miał Cairoli. Ten szedł jak taran mając zero problemów technicznych a jego wielkie doświadczenie i spryt tym razem górowały nad młodością i finezją innych.

MXGP kwalifikacje

Także Włoch zgarnął kolejne „pole position” ale za nim było bardzo ciekawie, bo znakomitą jazdą popisał się po raz kolejny Max Anstie. To kolejny rider, który po przesiadce szybko odnalazł się w klasie MXGP. Tym trzecim był… Romain Febvre, dawno nie widziany tak wysoko. Nieźle!A nasz Tomek Wysocki? Ponownie bardzo dobra jazda w kwalifikacjach, 22 wynik przy pełnej maszynie to naprawdę dobrze. Tym bardziej, że czasówka była gorsza. W wyścigu o pole startowe w finale miał udany start, później tradycyjnie kilku lepszych i bardziej wyjeżdżonych wyprzedziło naszego ridera, ale swoje wyrwał i ostatecznie Tomek uzyskał 22 czas. No i pierwszy finał EMX 250. Aż pięć zielonych maszyn w pierwszej piątce wyścigu!!! I popisowa jazda amerykańskiego kowboja z Kalifornii Tristana Charboneau (# 60, Kawasaki BUD Racing Team).

Tristan Charboneau

Już w kwalifikacjach pokazał, że czuje się wystarczająco mocny, by pokazać rywalom jak wygląda tył jego motocykla. Za to Włosi jakby stracili rezon, Furlotti miał słaby start i był dopiero 20. po starcie. Jedynie Morgan Lesiardo umiał wycisnąć swoje maksimum, ale wystarczyło tego tylko na 5 miejsce. Drugi był Hiszpan Fernandez. Nieoczekiwanym trzecim zielonym okazał się czeski weteran torów Filip Neugebauer, który jakby nie pasował wiekiem do reszty. Ale jest w tym konkretny zamysł, bowiem wsiadł na ćwiartkę w ramach przygotowań do MXoN, gdzie ma pojechać w MX2. Dobrze wypadł też kolejny Amerykanin, tym razem z Michigan, Marshal Weltin. Kawasaki zawojowało pierwszy wyścig na amen!

EMX 300

Na koniec mieliśmy przedostatnie punkty w boju o tytuł ME w EMX300. Tu o wszystko bije się zasadniczo dwóch, ale czasami jednak trzech. Anglicy Anderson i Dunn z (brytyjskim) Holendrem Krasem, mistrzem EMX300 z 2016r. Najszybszy był jednak Dunn przed Krasem, zaś Anderson dojechał trzeci. Także wszyscy pilnują się do końca. Bliżej tytułu jest jednak Anderson. Po wyścigu zwycięski Tristan Charboneau powiedział nam tak: Przyjechałem zmotywowany, w dobrej kondycji psychicznej, choć nie ukrywam, że niedawny pobyt na wakacjach w Polsce nieco mnie rozleniwił. Oczywiście ćwiczyłem kondycję min. na siłowni, ale nie było to tak na 100% i dzisiaj czuję, że moje siły i wytrzymałość są na ok. 30%. Po udanych kwalifikacjach wiedziałem już, że będzie dobrze i jeśli nie popełnię błędu mogę wygrać. Widziałem rywali i wiem, że Włosi są bardzo dobrzy, ale na piasku. Tutaj jednak wszystko mi pasuje i czuję się bardzo świetnie przed drugim wyścigiem, jestem happy. Skoro teraz ten chłopak ma „tylko 30%” sił, to co będzie jak dobije do np. 90%???

Hunter Lawrence

P.S. Wynik idzie w świat. O Tristana starają się już dwa czołowe zespoły…. Chyba mamy nowego mocnego ridera, któremu talentu i siły powinno wystarczyć nie tylko na Europę.

fot: Alek Skoczek

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułZ Lommel do Frauenfeld
Następny artykułRosówek za nami