Szemud jak Erzberg

2452

Blisko setka jeźdźców, cross country nie do końca country, znakomicie przygotowana trasa, setki kibiców, cenne nagrody i dyrygent zawodów Mirek Kowalski (MX Racing Team by Kowalski), który świetnie poradził sobie także z konferansjerką. Taki był Szemud 2017!

Trochę letnisko, ni to miasto, ni to wieś. Wszędzie stąd blisko, do Gdańska, Wejherowa czy Kartuz. Nad morze, na grzyby lub nad jezioro. Jednak mieszkańcy tej niedzieli wybrali zawody CC. Licznie oblegli skarpy okalające żwirownię, część wybrała tor superenduro, inni zajęli miejsca, z których roztaczała się rozległa panorama całego terenu, na którym rozgrywano zawody.

Expert, Junior, Masters, Hobby – w tych klasach pojechali zawodnicy. Część z nich startowała tu w ubiegłym roku, ale pojawili się też debiutanci, trochę zaskoczeni, bo nie takiej miejscówkowi się spodziewali. Ale zaskoczeni in plus, bowiem przygotowane odcinki okazały się nie aż takie bardzo hard, a była w ten sposób okazja, żeby sprawdzić siebie i swoje maszyny w nieco trudniejszych warunkach. I sprawdzali startując dwukrotnie do blisko godzinnej jazdy po pętli.

Początek przejazdu z głębokiej niecki żwirowni, jakby żywcem wziętej z Erzbergu. Ustawieni w szeregu wyglądali niczym jankeska konnica szykująca się do szturmu. I pojechali… najpierw po wyrobisku, potem trochę w las, trochę po naturalnych hopach i po próbie enduro. A na niej opony, dwa samochodowe wraki, belki i kamienie. Wszystko przemyślane, z wersją dla „kurczaków” i „PRO”. Każdy przejazd bez błędów nagradzany brawami, ale przy efektownych glebach… także. Brawo Wy, wspaniała publiczności. Poziom rzecz jasna różny, czasami widzieliśmy walkę o przetrwanie, ale czasem jazdę jak po sznurku, bez chwili zawahania, płynnie i skutecznie.

Mniej więcej w połowie pierwszego przejazdu tuż obok nas padł wykończony zawodnik jadący na wyjątkowo ciężkim moto (na oko ze 200kg). Jak sam powiedział punktem wyjścia dla jego maszyny była Africa Twin… No i nie dał rady, a powodem była kiepska kondycja. Na słabiaka jednak nie trafiło, bo w drugim przejeździe nasz bohater znowu pojawił się na trasie.

Też nie ukończył, ale co za wola walki! Wśród jeźdźców pojawił się m.in. guru takich pojeżdżawek Marcin Spirowski, twórca sukcesu Charlotty. Zapytany o ocenę z uznaniem pokiwał głową. Niewątpliwy faworyt, bywalec rumuńskich bezdroży, szef Enduro Expert School tym razem jednak musiał uznać wyższość Bartosza Markiewicza. A skoro o zwycięzcach mowa: w klasie Hobby triumfował Bartek Klimek, jadący nomen omen z numerem 13. Do Bartka powędrowały także nagrody od 24MX i Penrite. Wśród Expertów najszybszy okazał się Sylwester Jędrzejczyk, w klasie Junior Sebastian Miotk (AMK Człuchów), a w klasie Masters Bartosz Markiewicz.

Ale między nami mówiąc nie o zwycięstwo na takich imprezach chodzi (no, może trochę), lecz o fun i wspólną zabawę. Zabawę, dodajmy, przygotowaną ze znajomością rzeczy. Pełne zabezpieczenie medyczne, przeciwpożarowe i… gastronomiczne (szczególną popularnością cieszyła się grochówka z wojskowego kotła).

Z atrakcji dla widzów prezentacja pit-bike’ów i AJP z możliwością przejażdżki, stoisko G-Shock, jednego z głównych sponsorów zawodów, supermuza i dj-wy wodzirej przez wiele godzin bawiący publiczność. Obecny na uroczystym zakończeniu wójt gminy Szemud Ryszard Kalkowski zapewnił, że z jego strony nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy spotkali się tu znowu za rok. Trzymamy za słowo!

WYNIKI

fot. Krzysztof Hipsz