Ubezpiecz się na wypadek… wypadku

13016

Każdy, kto jeździ na motocyklu powinien pomyśleć o ubezpieczeniu na wypadek… wypadku. Niestety nie zdajemy sobie sprawy jakie to ważne, póki coś się nie stanie. A bywa i tak, że mamy ubezpieczenie, które okaże się potem niewystarczające lub niewłaściwie.

Artykuł kieruję głównie do osób jeżdżących amatorsko. Okazuje się, że uzyskanie od ubezpieczyciela odszkodowania nie jest takie proste. Firmy ubezpieczeniowe niechętnie wystawiają polisy zwłaszcza dla uprawiających sporty motorowe „wyczynowo”. Czemu wyczynowo? Bo dla nich osoba posiadająca licencję lub/i będąca zrzeszona w klubie, trenująca czy startująca nawet amatorsko nie klasyfikuje się pod NNW, nawet rozszerzone o sporty ekstremalne. Wszystko jest pięknie, póki nie dojdzie do wypadku. We wrześniu 2016 roku podczas zawodów złamałam kości w stopie i stawie skokowym. Moja polisa była rozszerzona o „następstwa wypadku powstałego wskutek uprawiania sportów wysokiego ryzyka”.

Niestety PZU wystosowało mi odpowiednie pismo odmowne pisząc, że jestem zrzeszona w klubie, mam licencję i było to na zawodach… W tzw. „warunkach ogólnych” oczywiście możemy wyczytać w którymś punkcie, że wyklucza się jazdę „wyczynową”, ale co zatem oznacza dodatek, za który zapłaciłam? Moja rada jest taka: najlepiej poprosić agenta, u którego się ubezpieczamy o zweryfikowanie proponowanej polisy z centralą, aby uniknąć później takich sytuacji. Niech jednoznacznie powiedzą, czy w razie wypadku i posiadania licencji wypłacą odszkodowanie. Skoro już zawiodło moje ubezpieczenie prywatne, to postanowiłam skorzystać z ubezpieczenia, które mamy wykupione razem z licencją. Procedura przebiegła dość prosto. Wykupując licencję chyba mało kto zwraca uwagę na sumy, na jakie nasz PZM nas ubezpiecza.

Wiec jest to suma 25000zł w przypadku 100% kalectwa, w przypadku leczenia brak jakiegokolwiek zwrotu kosztów a gdy zdarzy się najgorsze: 12500zł w przypadku śmierci. Najlepsze jest jednak to, że ubezpieczalnia wypłaci odszkodowanie, jeśli uszczerbek na zdrowiu będzie większy niż 3% (tzw. udział własny), ale kwota będzie pomniejszona o wspomniane wcześniej „magiczne” 3%. Oznacza to sytuację, w której przyznano mi 4% stałego uszczerbku na zdrowiu, więc 4% minus 3% = 1%. Za ten 1% dostałam… 250zł. Warto zatem zagłębić się w temat ubezpieczenia i dokładnie sprawdzić proponowaną polisę. Pamiętajmy, że takie rzeczy są na „złe” czasy, a nie na dobre. Wszędzie możemy nabawić się kontuzji, czy to na zawodach czy na treningu. Zadbajmy o ubezpieczenie, bo licencja i PZM tego nie zrobią. A wiadomo, jak drogie są operacje i rehabilitacja… Uważam, że PZM powinien lepiej negocjować ubezpieczenie. W polisie jest informacja, że można znieść wspomniane 3% za dodatkową opłatą dla osób startujących w zawodach międzynarodowych i mistrzostwach. Jednak do tej pory nie dostałam odpowiedzi od Związku, jaka jest to kwota i czy można indywidualnie podnieść koszt ubezpieczenia, bo 25000 to bardzo mało… Drodzy amatorzy, zanim postanowicie wykupić licencję, dołączyć do klubu i wystartować w zawodach, poszukajcie dobrej polisy. W razie wypadku możecie liczyć wyłącznie na siebie.

Justyna Małysko