W bitwie o Cegielnię nie było przegranych

5983

W ubiegłym roku, gdy wystartowała po raz pierwszy Cegielnia, wracaliśmy z helloweenowych zawodów oczarowani tą niezwykłą imprezą. Super trasa, upalanie po dachach, trawersowanie wąwozów jak na King of the Hill w Rumunii. Ci, którzy zaryzykowali i przyjechali w to dziewicze miejsce, byli zachwyceni.

Fama poszła w świat. Minęło niewiele ponad pół roku i znowu meldowaliśmy się w Wierzchowinie z nadzieją (jak Magda Gessler w „Kuchennych rewolucjach”), że będzie przynajmniej tak samo. Tym razem zawody zaplanowano na dwa dni: pierwszego Prolog, drugiego główna batalia o pudło i niemałą kasę. Co prawda niestabilna pogoda delikatnie psuła humory, ale w końcu enduro rządzi się swoimi prawami i nic nie jest w stanie odwołać zawodów (no chyba, że jakiś kataklizm).

Po przekroczeniu bramy Cegielni wystarczyło kilka minut, aby przekonać się o tym, że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Paddock przygotowany na przyjęcie riderów, którzy bez obaw o podtopienie mogli parkować swoje pojazdy, a zliftingowane pocegielniane budynki kusiły jeszcze ciekawszymi przejazdami. No i wokół rozchodził się zapach słynnych ruskich pierogów. Szef całego „bałaganu” Damian Bogucki gospodarskim okiem doglądał wszystkiego przy wsparciu KMCross Lublin, który zajął się całą logistyką imprezy (pomiar czasu, rejestracje, przygotowanie trasy itp. itd.).

Na Prolog wyjechało około trzydziestki riderów, wśród nich tuzy enduro: Paweł Szymkowski i Grzesiek Kargul oraz jedyna dziewczyna Aga Smolińska. Przejazd nie trwał długo, chodziło przede wszystkim o zapoznanie się ze wszystkimi sekcjami przed niedzielnym wyścigiem. Najlepsze czasy uzyskali oczywiście Paweł i Grzesiek, którzy jedno okrążenie (7km) pokonywali w granicach 11 minut. Reszta czasami znacznie wolniej, ale cały czas do przodu. Meldując się w depo wszyscy w samych superlatywach komentowali przygotowanie trasy, z niecierpliwością czekając na start w dniu następnym.

Niestety pojawił się także niepokój… Trzydziestka riderów to jak na tak przygotowaną imprę stanowczo za mało. Wszyscy zadawali sobie pytanie: gdzie ci ludzie? Karguii Racing: Trasa wymagająca dla wszystkich, nawet tych najlepszych, sekcja w budynku starej Cegielni i tor SE rewelacja, cała miejscówka, organizacja, atmosfera i nagrody na najwyższym poziomie. Niestety wielu lokalnych „zawodników”, dla który była zorganizowana ta impreza wolało spędzić czas w lesie i ścigać się z krzokami. Całe szczęście, że mimo nie za ciekawej pogody nie zawiedli kibice i pojawiło się ich naprawdę sporo. Mamy tylko nadzieję, że nie zniechęci to organizatorów do robienia kolejnych wyścigów w tym miejscu, bo Cegielnia jest naprawdę wyjątkowa.

Fakt, wieczorem długo rozmawialiśmy jaki jest powód nie najwyższej frekwencji i nawet lokalna cytrynówka nie pomogła w znalezieniu racjonalnego wytłumaczenia. Z nadzieją, że następnego dnia będzie lepiej, wszyscy poszli spać (dodajmy część w dopiero co oddanym do użytku „hoteliku”. Niedzielny poranek… W paddocku maszyn niewiele więcej, za to tłumnie zaczęli przybywać kibice. Oni nie zawiedli… I mieli co oglądać, bowiem wszyscy kierowcy pokazali klasę na miarę swoich możliwości.

Start, krótka prosta, jeden zakręt, drugi, hopa, ostry podjazd, chwilę grzbietem, zjazd (wersja chicken i pro), podjazd, zjazd, i w długą do wąwozów. Po drodze mijamy Hobbitówkę (takie nowe miejsce na ćwiczenia survivalowe), i dalej w wąwozy. Potem powrót i sekcja cegielniana. Wjazd schodami na dach, prosta dachowa, wjazd do budynku (uwaga na głowy!) i wyjazd po zbitej z desek platformie. Nikt się nie oszczędzał (ani PRO, ani AMATORZY, ani WETERANI), nikt nie oszczędzał swoich maszyn, widowisko było naprawdę przednie. Popis wspaniałej jazdy zaprezentował Szymkowski, skacząc po dwa rzędy opon jakby coś mu dodawało skrzyyyydeł.

Grzesiek Kargul (Mistrz Polski Juniorów 2016, drugi w Cegielni), młody ale bardzo progresywny zawodnik dzielnie dawał sobie radę, utrzymując cały czas drugą pozycję za Pawłem. Również Mariusz Stefaniak (tradycyjny rywal Grześka) także parł ostro do przodu na trudnej trasie, co zaowocowało trzecim miejscem. Wszyscy dojechali, służba medyczna nie interweniowała, a na koniec czekała na najlepszych miła ceremonia wręczenia nagród, także pieniężnych.

Odbyło się również losowanie nagród: i tak voucher Penrite otrzymał Grzesiek Kargul, namiot 24MX Grzesiek Palusiński, a specjalną nagrodę od X-cross wręczyliśmy Agnieszce Smolińskiej. Gdy opadł bitewny kurz (a właściwie błoto), już na spokojnie wszyscy zgodnie twierdzili, że Cegielnia to znakomite miejsce nie tylko do ścigania, ale także treningów przed zawodami typu Erzberg czy Megawatt. Można tu wybrać się całą rodzinką, bo spać jest gdzie, zjeść też no i okolica przepiękna (więcej w czerwcowym X-cross).

WYNIKI;
AMATOR: 1. Łukasz Kazimierczyk (Lobo Racing), 2. Przemysław Jesień (NZ), 3. Marcin Bąkowski (GKM Buczek)

MASTER: 1. Marcin Tynowski (RTM Radom), 2. Grzegorz Palusiński (Helsteam), 3. Dariusz Litwin (Dariogarage).

PRO: 1. Paweł Szymkowski (ŁKM), 2. Grzegorz Kargul (CKM), 3. Mariusz Stefaniak (RAF Racing).

fot. Krzysztof Hipsz

GALERIA FOTO TUTAJ