Argentyńskie preludium MXGP

723

Patagoński tor jest jedyny w swoim rodzaju. I nie do końca jest z nim tak, jak mówili w Eurosporcie dwaj nasi eksperci. Oddajmy głos człowiekowi, który ów słynny tor zaprojektował i zbudował. A jest nim były hodowca owiec z Nowej Zelandii Greg Atkins. Facet dość oryginalny, bo gdy w pewnej chwili farmerstwo mu zbrzydło, zdecydował się wyjechać w świat i… zaczął budować dla MXGP.

Atkins: „Nie uwierzylibyście co tutaj było jeszcze kilka lat temu. Szczery las! A jednak to właśnie w tym miejscu zdecydowano się wybudować prawdopodobnie najpiękniej położony tor świata. Podziwiam argentyńską myśl i odwagę, bo zbudowanie toru na którym miały się odbywać MŚ MXGP w takim miejscu wydawało się żartem lub lekkomyślną ekstrawagancją. Przecież tu prawie nic nie ma. Jedna mieścinka a tak to odludzie i kraina relaksu wśród gór i jezior. Marzenie wędrowca i miłośnika gór oraz przyrody, ale nie kibica sportów wyścigowych!

A jednak to miało sens! Zamysłem było ściągnięcie w te urokliwe okolice ludzi, a dzięki temu popularyzacja i rozwój tego regionu. Podłoże jest specyficzne, bo wbrew wielu opiniom i wypowiedziom nie jest to ani piasek ani pył wulkaniczny. Owszem, tor jest typu miękkiego, ale materiał wierzchni to coś w rodzaju niepylącego, powulkanicznego tufu, tyle że nie ma on konsystencji proszku czy pudru jak mączka, lecz jest to granulat. Coś jak zmielony pumeks z domieszką ziemi. Tworzy to absolutnie unikatowy w skali światowej tor, którego główną cechą jest śliskość. Tak więc ktoś. kto chce wyjść ostro z zakrętu i nagle dodaje gazu, może skończyć z nagłym uślizgiem koła, bo podłoże jest i sypkie i mało przyczepne. Co więcej, myśmy ten tor dodatkowo przerabiali, kopiąc często na głębokość niemal metra, aby go jeszcze uatrakcyjnić. Pod ową miękką warstwą wierzchnią jest twardsze podłoże, które jednak z biegiem czasu ulega rozwarstwieniu, zmiękczeniu. Nie robią się jednak ani wielkie koleiny ani głębokie dziury – jak gdzie indziej. To właśnie zasługa owej sypkości podłoża.

Chciałbym wyrazić uznanie dla argentyńskich współpracowników i współrealizatorów tego przedsięwzięcia. Cały czas pracowało mi się z nimi znakomicie i każdy chciał dać wszystko co najlepsze. Miało się poczucie, że wszyscy biorą udział w czymś wyjątkowym i rzeczywiście tor jest wyjątkowy, co doskonale wiedzą sami zawodnicy, którzy uważają to miejsce za numer JEDEN w skali całego sezonu”. Tyle Greg Atkins. My dopowiemy jeszcze jedno: jakieś dwa lata przed budową toru nastapiła erupcja położonego po chilijskiej stronie wulkanu. Wydawać by się mogło, że w takim miejscu nikt rozsądny nie zbuduje obiektu, który ma przyciągać tysiące ludzi i to z bardzo odległych rejonów. Władze prowincji Nequen oraz pobliskiego miasteczka Villa la Angostura miały jednak coś, co okazało się ważniejsze niż doraźna chęć zrobienia biznesu.

Wizję i pomysł! I tak oto podjęto decyzję, która spowodowała najpierw powstanie toru, potem umiejętną akcję promocyjną, a obecnie daje tysiącom argentyńskich kibiców powód do przejechania setek kilometrów, aby zobaczyć najlepszych na świecie riderów MX. Da się? A pewnie że tak! Wiecie ile kilometrów od stolicy kraju Buenos Aires leży ten piękny tor? Ok. 1400. A mimo to w stolicy widoczne są duże, ładne reklamy Grand Prix, jako spektakularnego, światowego wydarzenia na które warto pojechać, gdyż nawet jeżeli ktoś nie kocha tak bardzo crossowego ścigania, to na pewno pokocha piękną okolicę i będzie chciał tam wrócić. I o to w tym chodzi!

Co wiemy po pierwszej rundzie?

Na pewno to, że Herlings jak się już napędzi i rozpędzi, to na miękkim jest w stanie wygrać z Cairolim, nawet mając sporą stratę. Udowadniał to już zresztą w ubiegłym roku. Popis Holendra to jedno, ale gigantyczna forma i skład ekipy KTM to osobny temat. Zanosi się na kolejny rok pomarańczowej dominacji. Tak jak podium sezonu 2017 tak i podium w Argentynie należało w obu klasach do KTM.

Jeffrey Herlings

Jest tylko jeden człowiek, który może złamać lub rozdzielić hegemonów klasy MXGP. Nazywa się Tim Gajser, ale jak na razie rozpoczął on sezon od falstartu (o czym piszemy w osobnym tekście) i kontuzji. Chyba ciężko będzie o wydarzenie ważniejsze i mające większy wpływ na sytuację w klasie MXGP niż przejście Herlingsa. Po prostu nie ma póki co podobnego giganta, który by miał taki wpływ na walkę o tytuł mistrza. Seewer to nie ta jakość. Obecnie w najwyższej klasie mamy wyjątkową kumulację mistrzów! Najlepsi w MX2 poprzechodzili wyżej i mamy tam wyśrubowany poziom, jakiego nie było już dawno! Przy tym wszystkim smutno było patrzeć na prezentację teamów w Villa La Angostura przed argentyńskim Grand Prix. Stało sobie pięciu riderów KTM, cały komplet, obok skromna, ale kompletna dwuosobowa ekipa TM (Nagl i Bernardini) i pomiędzy nimi sam jak palec, jedyny czerwony rodzynek Calvin Vlaanderen z Hondy.

Darian Sanayei

A dopiero było ich w czerwonej ekipie czterech, a nawet pięciu! No właśnie, jak wypadł ten jedynak japońskiego potentata? W MX2 mieliśmy pokaz jakości Paulsa Jonassa, który pojechał jak wytrawny gracz, który pozwala się wyszaleć rywalom, ale wszystko kontroluje i kiedy trzeba przechodzi do ataku, biorąc wszystko. Zgodnie z naszymi przewidywaniami znakomitą jakość zaprezentował też australijski myśliwiec- Hunter Lawrence. Mistrzostwa Italii nie kłamały… Vlaanderen nieźle błyszczał we Włoszech ale w Argentynie dopiero w drugim wyścigu się przebudził i jechał naprawdę dobrze. Chyba największym zaskoczeniem była postawa dwóch zawodników, na których nikt by nie stawiał. Darian Sanayei z USA i Ben Watson z Wlk. Brytanii.

Tony Cairoli

Już od treningów pokazywali oni bardzo dobre tempo ale wszystkich zaskoczył zupełnie świetną jazdą od początku pierwszego wyścigu właśnie Sanayei! Młody Amerykanin na zielonej Kawie świetnie sobie radził dopóki nie nadjechał australijski kangur Lawrence. Potem jednak Dariana (jadącego najpierw na 2. a potem na 3. miejscu) spotkał wielki pech. Zawodnik mógł tylko rozłożyć ręce i zjechać do depo, bowiem uszkodzeniu uległ przewód paliwowy, co wyszło na jaw dopiero w przerwie, po oględzinach maszyny. To jednak nie zdeprymowało Dariana i w drugim wyścigu znowu bardzo dobrze sobie poczynał, zajmując 3. miejsce. Gdyby nie ów pech, kto wie czy nie byłoby pierwszego podium w MŚ dla Amerykanina.

Sanayei/Searle

Wydaje się, że głównymi rozgrywającymi będą jednak Jonass, Lawrence i Olsen. Mają oni najwięcej atutów. Prado miewa nieudane zrywy i czasami przeszarżuje, jak to było i teraz w Patagonii w czasie kwalifikacji. Vlaanderen powinien wejść na wyższy poziom i liczymy, że jeszcze pokaże co potrafi.

W Valkenswaard zapowiada się wielkie święto światowego ścigania. Tym bardziej, że równocześnie rozpoczynają rywalizację Mistrzostwa Europy klas 300cm i 125cm. Bzyczące setki i brzęczące dwusuwy EMX300 pójdą w pierwszy bój.

fot.: Monster Energy, KTM, ARC