Człuchowski mistrzowski dream team zdominował ORLEN MXMP

Człuchów ma powody do świętowania z dwóch powodów: pierwszy to przebieg kolejnej rundy ORLEN MXMP, drugi – sukcesy człuchowskich zawodników. Zacznijmy jednak od… zaplecza.

Dla wygody riderów znacznie powiększono depo, wykarczowano spory teren, dzięki czemu ci, którzy szukali większych przestrzeni mogli się poczuć naprawdę komfortowo. Powie ktoś, ale drzew żal… Spox, posadzono już nowe. Sam tor, przebudowany jakiś czas temu, dopieszczono na maksa. Bez kamieni, wyrównywany regularnie i polewany – tym razem zapewne usatysfakcjonował również tych najbardziej wybrednych.

Widać nie żałowano kasy, w czym swój udział miały władze samorządowe miasta, od lat wspierające motocross w Człuchowie. Dołóżmy do tego potężne wsparcie Poltarexu i innych darczyńców, no i mamy to co mamy, czyli brak bólu głowy z powodu finansów. Oby tak było jeszcze przez wiele lat, zwłaszcza że człuchowski klub rewanżuje się sponsorom coraz lepszymi wynikami. Udało im się bowiem skompletować bardzo silną reprezentację, prawdziwy dream team, czego dowodem tabela wyników III rundy, na której na pierwszych pozycjach aż roi się od nazwisk riderów spod znaku CzAMK.

Szymon Staszkiewicz

A zatem ad rem, czyli czas na wielkie ściganie. Upał, upał upał… gdy większość Polaków szukała w długi weekend ochłody nad jeziorami czy nad morzem, zawodnicy wbijali się w swoje zbroje, by ruszyć w bój o kolejne punkty. Emocje zaczęły się już w momencie, gdy na maszynie stanęli jako pierwsi Mastersi, niestety bez Maćka Zdunka. W Człuchowie znają go wszyscy, jest lokalnym bohaterem, którego miano przywitać w sposób wyjątkowy. Los jednak chciał inaczej. Zdunek przed zawodami odniósł dość poważną kontuzję testując nowy… rower! (bo jest też zapalonym cyklistą).

No i niestety z wielkiej fety musiano zrezygnować. A przyglądając się ostatnim startom Maćka należy przypuszczać, że byłby w gronie faworytów. W tej sytuacji dwa razy sięgnął po zwycięstwo Leon Kozlovskis z Łotwy, za nim uplasowali się Paweł Szturomski (lider rozgrywek) i Paweł Wizgier (awans na pozycję wicelidera).

Dawid Zaremba

Po weteranach emixowych torów przyszedł czas na off roadowy narybek. Jeszcze kilka lat temu podczas Mistrzostw Polski były problemy z obsadą klasy 65ccm, gdyż na starcie pojawiało się czterech, pięciu wilczków i na tym się kończyło. Teraz na liście startowej mieliśmy 31 zawodników, a wśród nich cała czołówka: Zaremba, Polnar, Kajrys, Jaworski.

Nie zabrakło też jedynej dziewczyny Wiktorii Kupczyk, która niestrudzenie pnie się do góry w klasyfikacji generalnej objeżdżając kolejnych rywali. Trening i kwalifikacje należały do Bartosza Jaworskiego reprezentującego Człuchów, pierwszy wyścig wygrał Dawid Zaremba, drugi Bartosz i to on stanął na najwyższym stopniu podium. W klasie Kobiet, po latach absolutnej dominacji Jasi Miller, zaczyna się małe wrzenie. Co prawda człuchowskiej zawodniczce nikt nie jest w stanie odebrać zwycięstwa, ale holeshota już tak, co udało się Karolinie Jasińskiej. Karola, jak sama przyznała w rozmowie, start jest jej asem atutowym i opanowała go niemal do perfekcji.

Adrija Skudutyte

Potem bywa gorzej, ale nie na tyle, by nie stawać na podium. Niestety nie tym razem, bowiem na drodze na pudło stanęła Anna Stecjuka (2, także Człuchów) i Wiktoria Wicińska (3). Jasińska była czwarta, nie poszedł jej wyraźnie drugi bieg, jechała “jakoś tak bez przekonania”. Wierzymy, że był to tylko gorszy dzień, bo przecież Karolina na pewno należy do faworytek w swojej klasie. Przysłowiową wisienką na sobotnim torcie była klasa MX2.

Trzydzieści cztery maszyny, jeźdźcy z najwyższej półki, poziom adrenaliny na poziomie alarmowym. Trening należał do Tomka Wysockiego, kwalifikacje do Szymona Staszkiewicza (obydwaj CzAMK). Trzeci „człuchowianin” Łukasz Lonka szykował się do skoku tuż za nimi. W obsadzie kilku gości zza granicy, którzy także potrafią namieszać na torze. Jednak dwa razy głównymi rozdającymi byli wspomniani wcześniej jeźdźcy z człuchowskiego klubu. Tomek Wysocki, już w pełni sił, nie dał żadnych szans drugiemu Lonce, któremu z kolei niemal na plecach siedział Staszkiewicz. W takiej kolejności panowie stanęli na podium.

Kończył się powoli pierwszy dzień Mistrzostw, późnym popołudniem zawodnicy zjechali na zasłużony odpoczynek, a na tor wyruszył ciężki sprzęt, aby następnego dnia znowu była bomboniera. Niedzielny poranek wcale nie był rześki, bo sobotni wiaterek uleciał gdzieś nad morze i znowu zapowiadała się sauna.

Marcin Bandosz

Pojawiło się jeszcze więcej parasoli chroniących przed słońcem, wypijano hektolitry wody, a kamperowe lodówki z trudem radziły sobie z produkcją lodu. W takich to okolicznościach jako pierwsi przystąpili do rywalizacji „setkarze”. Czarek Lewko wywędrował do MX2 pozostawiając wolne miejsce lidera MX125, na które największą chrapkę i największe szanse ma trzech riderów: Darek Rapacz, Klaudiusz Górny i Marcin Bandosz.

Marcin był pierwszy podczas treningu, pierwszy w kwalifikacjach, pierwszy w pierwszym biegu, ale niestety drugi w drugim i ogólnie… drugi. Prowadzi w generalce, jednak różnice punktowe są minimalne i walka o mistrzowski tytuł w MX125 zapewne trwać będzie do końca. Będą emocje! Natomiast w klasie 85ccm już buzuje. Ostatnia decyzja PZM, którą znamy z przecieków (bo na oficjalne pismo jak zwykle czekamy) dotycząca dyskwalifikacji kilku zawodników po zawodach w Ornecie wzbudziła środowiskową dyskusję i wzrost napięcia głównie między rodzicami. Na szczęście sami zainteresowani wykazują nieposkromioną wolę walki, ale na torze. Zwłaszcza, że poza zasięgiem był Białorusin Aleh Kakhnou, dlatego należało pokazać się z jak najlepszej strony.

Honoru bronili i obronili Olaf Włodarczak (2) i Damian Zdunek (3), ale za ich plecami niemal wszyscy zawodnicy toczyli zażarte pojedynki z rywalami. Czasami jednak zbyt ostro, czego doświadczył Wiktor Sobiech. Po długiej rekonwalescencji powrócił do ścigania, radził sobie całkiem nieźle w nowym sezonie i znowu bach! Błąd na skoku i dwie ręce złamane. Na koniec klasa Open, czyli trochę taka powtórka z rozrywki, bo większość zawodników oglądaliśmy już w MX2. Właściwie tylko grom z nieba mógł zmienić kolejność na mecie po tym, co widzieliśmy wcześniej.

Vitali Makhnou

Tomek w wyśmienitej formie, Łukasz trochę zaskoczony, że jednak w życiu nic nie jest oczywiste, no i ten trzeci, Szymon Staszkiewicz, boleśnie kąsający, ale jeszcze nie mający być może śmiałości zaatakować tuzów polskiego motocrossu. Dwa przejazdy i dwa razy ten sam układ ma mecie: Wysocki, Lonka, Staszkiewicz, wszyscy z Człuchowskiego AutoMotoKlubu. Bez komentarza. Na koniec pozostał jeszcze jeden last but not least wyścig. Dedykowany pamięci zmarłego dwa lata temu Tadeusza Szwemina, wspaniałego animatora motocrossu w Człuchowie zgromadził na starcie całą śmietankę MX, bowiem poza prestiżem czekała jeszcze kasa. Kolejność na mecie? Zgadnijcie….

fot. Krzysztof Hipsz