Miniony weekend to zmagania akademików na torze w Borkowie, gdzie odbyła się kolejna runda Orlen MXMP a także start Asi Miller i Szymona Staszkiewicza w Niemczech. O naszych eksportowych riderach w dalszej części, zaczynamy od zawodów w Gdańsku.
Pierwszy dzień rywalizacji przy bardzo niestabilnej pogodzie (deszcze, wiatr, nisko wiszące chmury), w niedzielę natomiast żar lał się z nieba. Bohaterami borkowskiej rundy okazali się zawodnicy klasy MX125, obydwaj pozostający pod opieką Akademii. Mowa rzecz jasna o Czarku Lewko i Wojtku Kucharczyku. W pierwszym biegu Czarek trochę opóźnił start, co natychmiast wykorzystał Wojtek, wziął holeshota i wyszedł na prowadzenie całej stawki (26-ciu zawodników). Wydawało się, że jego pozycja była niezagrożona.
Ale Lewko jest nie tylko ambitnym riderem, ale także świetnym strategiem. Gdy wyprzedzając kilku konkurentów znalazł się na drugim miejscu, odczekał, szykując się do lamparciego skoku. Na jednym z ostatnich okrążeń ruszył, łyknął rywala i było po zawodach. W drugim biegu obydwaj akademicy również nie zawiedli, tocząc zacięty bój. Ostatecznie na najwyższym stopniu podium stanął Lewko, a „piętro niżej” Kucharczyk. Przypomnijmy, że Wojtek jest po poważnej kontuzji i zapewne nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, tak więc druga połowa sezonu zapowiada się emocjonująco. W tej samej klasie bardzo dobre wyniki uzyskali także Filip Bukowicz (czwarty) i Dariusz Rapacz (piaty), obydwaj z Akademii Orlen Team. W klasyfikacji sezonu pierwsza trójka to: Lewko, Rapacz i Bukowicz, a więc w czubie „akademicy”!
W czubie także bez zmian w klasie MX65, zdominowanej przez Maksa Chwalika, ale… ale w pierwszym wyścigu holeshota wziął też Maks, tyle że… Wołek. Niestety swoim szczęściem nie cieszył się zbyt długo, bowiem imiennik po chwili go wyprzedził i było pozamiatane. Dwa zwycięstwa i podium. Na trzecim stopniu podium znalazł się kolejny zawodnik Akademii Wiktor Rafalski.
W klasie MX85 także mieliśmy dominatora – Wiktora Małeckiego (trzeci był Olaf Włodarczak). Ten chłopak zrobił ogromne postępy i w każdym wyścigu tuż po starcie natychmiast zyskiwał dużą przewagę na resztą „peletonu”. Aż strach pomyśleć co będzie, gdy siądzie na „secie”. Z dziennikarskiego obowiązku (ale jakże miłego) odnotujmy drugie miejsce Maksa Chwalika.
Pozostawiamy ten fakt bez komentarza… Czym nas ten chłopak jeszcze zaskoczy? W klasie MX2 także sporo się działo, bowiem pech dopadł Kubę Barczewskiego. Zawodnik ten znakomicie pojechał w pierwszym wyścigu, zajmując drugie miejsce w MX2Junior (czwarte w MX2), niestety w drugim doszło to kontaktu bezpośredniego z dwoma zawodnikami, w efekcie mocno zbita stopa i zjazd do depo.
Sobotnie niepowodzenie zrekompensował świetnym przejazdem w królewskiej klasie Open zajmując szóste miejsce (6., 4.), mimo że noga ledwo zmieściła się w bucie.
W tym samym czasie w Niemczech walczyli Asia i Szymon. Joanna pojechała w kolejnej rundzie Mistrzostw Europy Kobiet rozegranej w Schwedt. Oto co powiedziała po zjechaniu do depo: Zawody niestety nie poszły po mojej myśli. Od pierwszego treningu dziewczyny narzuciły wysokie tempo. W wyścigu kwalifikacyjnym dopiero 9-ta pozycja. Pierwszy wyścig rozpoczął się nie najgorzej, wyprzedziłam kilka zawodniczek i dojechałam 6-ta. Drugi bieg już nie był tak udany. Na starcie jedna z riderek przewróciła się i nie udało mi się jej wyminąć. Gonitwa z ostatniej pozycji do 11-go miejsca. Niestety na dwa koła przed końcem podparłam się i skręciłam kolano. Jednak wiedziałam, że walczę o wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej i z trudem, ale udało się dokończyć wyścig nie tracąc pozycji. Teraz kolano potrzebuje znowu dłuższej przerwy, bo zebrał się płyn i bardzo boli.
Pechowo wypadł natomiast Szymon Staszkiewicz na ADAC-u w Bielstein. Na treningu czasowym uzyskałem szóstą pozycję w grupie, niestety dostałem karę dziesięciu miejsc za przeskoczenie dwóch pierwszych whoopsów na sekcji, na których znajdował się inny zawodnik. Stąd konieczność startu w wyścigu ostatniej szansy, w którym byłem trzeci. W niedzielę ruszałem z trzydziestej trzeciej bramki, po starcie jechałem około 14-go miejsca. Na trzecim okrążeniu miałem upadek, przekoziołkowałem nad kierownicą, po czym wstałem, aby jechać dalej. Niestety któryś z zawodników najechał prosto na mnie i nieźle mnie poobijał. To był koniec ADAC-u. Pocieszające w tym wszystkim jest to, że prześwietlenie nie wykazało żadnych złamań. Postaram się wrócić na motocykl tak szybko, jak to możliwe.
fot. Krzysztof Hipsz