Last but not least…. Ewa Pikosz na kilkanaście godzin przed startem w SE w Krakowie

Superenduro zawsze było dyscypliną najbliższą memu sercu i przynosiło mi najwięcej satysfakcji podczas zawodów. Dlatego w tym roku postanowiłam wrócić i wystartować w Pucharze Polski – ponownie.

Dostaliśmy wsparcie od PZM a konkretnie “Kobiet w motorsporcie”. Pozwoliło to ufundować wpisowe na zawody dla dziewczyn i choć różnie było z ta nasza frekwencją, to jednak znowu poczułam tę radość z SE. Co roku w styczniu siadam i wyznaczam sobie cele na sezon. Tym razem celem było stworzenie klasy kobiet w MŚ SE i wystartowanie w nich. Będąc w stałym kontakcie z Olą Knyszewską próbowałyśmy stworzyć tę klasę kobiet, mieliśmy już zadeklarowane zawodniczki z Polski i z Europy, ale ostatecznie nie udało się tego uzyskać. Natomiast start w tej imprezie nadal był moim celem i postanowiłam wystartować i ścigać się z mężczyznami w Pucharze Europy. Moje przygotowania? Prócz tego, że startowałam w całym cyklu PP w Superenduro doszły jeszcze treningi na torach pod tę dyscyplinę. Gdy już ogłosiłam, że wystartuję w Krakowie, otrzymałam ogromne wsparcie od moich przyjaciół. Chłopaki z mojego byłego teamu Husqvarna DirtBike podczas treningów bardzo dużo mi podpowiadali, dzielili się wiedzą. Ostatnio na treningach pomogli mi przełamać obawy i skakać w tzw. “matrixie” przez belki i podwójne opony, co nie jest łatwą sztuką. Niedawno spotkałam się też z trialowcami, którzy też podzielili się swoja wiedzą i podpowiedzieli mi kilka technik. Trenowałam ostatnio z moim znajomym, który świetnie jeździ i w trialu i w SE, z Arturem Wolickim. To dało mi chyba najwięcej, ale jak przyszłam na wizytę do mojego terapeuty, i zobaczył w jakim stanie są moje mięśnie, to był przerażony jak mogłam doprowadzić się do takiego stanu… hahaha! Trenowałam z Arturem naprawdę bardzo dużo i bardzo intensywnie, mając na to wszystko niezbyt wiele dni. Także teraz w krótkim czasie fizjoterapeuta doprowadził mnie i moje mięśnie dzięki ogromnej wiedzy do lepszej formy, ale zakazał mi wsiadania na moto, mam więc parę dni wolnego na odpoczynek i regenerację, tak by na Kraków być na świeżo. Zamiast motocykla jest więc sauna, jacuzzi, basen i relaks. Motocykl zaś przygotowują mi chłopaki w Yamaha Centrum w Poznaniu. Dostałam na treningi i wyścigi opony od Michelina, ale cieszę się też że mam innych sponsorów. Cały czas wpiera mnie firma TRW. Oni przyjadą osobiście do Krakowa mnie dopingować. No i oczywiście STEC Suspension, dzięki której moje zawieszenie jest dobrane i dobrze ustawione pod moje preferencje. Pomogli też znajomi, udostępniając swoje tory, min. Łukasz Strużyński. Do tego wiele ciepłych słów wsparcia z całej Polski, więc czuję się podbudowana i zmotywowana. Chciałabym przejechać ten tor w Krakowie na “zero”, bez wpadek, problemów, awarii. Chciałabym zjeżdżając z tego toru po wyścigach pomyśleć “warto było!” i mieć uśmiech na twarzy z dobrze wykonanego zadania. I to bez względu na miejsce, gdyż zdaję sobie sprawę że jadę z wieloma mocnymi zawodnikami, silnymi facetami w Pucharze Europy. Jest to mój debiut, także nie robię sobie jakichś nadmiernych oczekiwań. Będzie naprawdę dobrze, pięknie jeśli uda się awansować do finałów, ale z drugiej strony moi kibice niestety nie zobaczą pierwszych moich startów, bo odbywają się one wcześniej, gdy arena jest jeszcze zamknięta. Także jeśli nie uda się awansować, to nie będą mieli okazji mnie dopingować. A czy naprawdę przyjedzie cały autobus moich kibiców? Może nie autobus, ale przyjedzie cała grupa moich znajomych i przyjaciół, z którymi trenujemy i jeździmy na szkolenia do Marcina Spirowskiego. Gdy się dowiedzieli że wystartuję w Krakowie, zebrali się w grupę i postanowili razem przyjechać. To bardzo miłe i doceniam to, choć nie ukrywam zaskoczenia taką ich mobilizacją tym moim występem. No i Asia Paluch, która cały czas mnie wspiera i dopinguje i będzie ze mną na padoku w Krakowie cały czas. Wszystkim za to wsparcie i dobre słowa, oraz za pomoc i motywację BARDZO DZIĘKUJĘ! Pojadę na moje maksimum! Może uda się przetrzeć szlak i w Łodzi jednak będzie osobna klasa Kobiet. A jak nie to i tak będą dalej trenowała i wystartuję również tam w Pucharze Europy. Pozdrawiam wszystkich Czytelników X-cross i Kibiców. Do zobaczenia w Krakowie!”

Pamiętajmy, że w Krakowie zobaczymy również drugą naszą zawodniczkę – Dorotę Dudzik. Dorota już przetarła pierwszą polską kobiecą ścieżkę, i to na piekielnie ciężkim Erzberg Rodeo w Austrii. W hali jednak nie miała okazji startować w takiej dużej imprezie. Będzie więc to również debiut, ale nasza młoda góralka zdecydowała przygotowywać się w ciszy i spokoju, i dopiero po zawodach może opowie coś więcej o swoim udziale. Jej również życzymy jak najlepszego występu, bo obydwie dziewczyny naprawdę porywają się na rzecz wyjątkowo trudną, wymagającą nieustannej uwagi i wysokich umiejętności.

fot. ARC