Maratończycy na krótkim oddechu

949

Dobrą wiadomością dla zawodników, którzy pozostali w Rajdzie Dakar było to, że przejechali 3114 kilometrów. „Złą”, że przed nimi kolejne 3897… Do stolicy Boliwii La Paz po 6 dniach walki na pustyni Peru dotarło 110 motocykli. Piątkowa przerwa i w sobotę trzeba ruszać dalej.

Zanim riderzy wjechali na oes, sytuacja wyglądała następująco: w kategorii motocykli na czele był Argentyńczyk Kevin Benavides, ale pierwsza dziesiątka mieściła się w niespełna 30 minutach! Drugi w tabeli wyników Francuz Adrien van Beveren (Yamaha) traci do lidera dwie minuty, a trzeci Austriak Matthias Walkner, najwyżej notowany kierowca zespołu KTM – mniej niż cztery. Odrabiający straty poniesione na trzecim odcinku po błędzie nawigacyjnym Hiszpan Joan Barreda (Honda) ze stratą 9’33 wyprzedza zwycięzcę z 2016 roku Toby Price’a (KTM) różnicą zaledwie 6 sekund!

A to nie koniec listy kandydatów do zwycięstwa, bo Francuzi na kolejnych miejscach Antoine Meo (KTM) i Xavier de Soultrait (Yamaha) tracą niespełna 12 minut do lidera. Czy zatem niepokonany od 2001 zespół KTM zdoła kontynuować zwycięską passę? Nasza nadzieja Maciej Giemza (Orlen Team) jedzie rozważnie i zgodnie z planem. Boliwijskie etapy są męcząco i uciążliwie z powodu intensywnych opadów deszczu. Motocykliści będą zmęczeni, przemoczeni i wychłodzeni. W motocyklach zacznie szwankować zawieszenie. Dla mnie Boliwia to najtrudniejsza część rajdu i jeśli Maćkowi uda się pokonać ją bez większych błędów, w Argentynie będzie łatwiej – komentował wczoraj Jacek Czachor.

A co działo się dzisiaj na trasie Rajdu? Poranek w La Paz był deszczowy, na termometrze około 10 stopni. Riderzy pojechali płaskowyżem Altiplano na wysokości 3300–3800 m n.p.m. z jeziorami Titicaca, Poopo i solniskiem Salar de Uyuni. Było szybciej ale bardziej wąsko. Liczyła się precyzja i czujność, a jeden niewielki błąd mógł kosztować wykluczeniem z rajdu. No i jazda rzeczywiście zaczęła się na maxa. Barreda jak zwykle pomknął przed siebie zaliczając jako pierwszy pierwszy way point, znakmicie wypadł także na tym odcinku Maciek Giemza. Problemy miał Meo, którego nasz kielczanin objechał… Co prawda na krótko, ale zawsze. Z kilometra na kilometr Barreda coraz bardziej oddalał się od konkurentów, widać ma ogromny apetyt na pudło. I kto wie, czy mu się ta sztuka nie uda, bo jest już bardzo blisko lidera. Giemza na trzecim way poincie dość długo się nie pojawiał wzbudzając niepokój w teamie. W końcu jednak przyjechał spadając jednoczesnie 9 oczek w dół. Jakieś problemy? Niedobrze, bo to etap maratoński i zawodnicy po przyjeździe na metę nie mają dostępu do swojego serwisu technicznego.

Mało tego, biwak zlokalizowano na wysokości ponad 3 tysięcy metrów, więc każdy wysiłek to podwójny wysiłek! Na szczęście dalszy przebieg wyścigu był dość spokojny. Zgodnie z przewidywaniami wygrał Barreda, który w generalce awansował na trzecie miejsce (nadal prowadzi van Beveren). Niestety odpadł z dalszej batalii Michael Metge po awarii motocykla, nie jedzie także Pablo Copetti. Polacy jeszcze w drodze… Maciek Giemza po zaliczeniu oesu był 36 (generalka – 32., ale to wyniki nieoficjalne).

fot. Orlen Team, A.S.O.