Oborniki zamiast Wschowy – czyli festiwal niejasności PZM

Ostatnia runda motocrossowych Mistrzostw Polski jednak zostanie rozegrana, ale nie we Wschowie, lecz w Obornikach Wlkp. Termin pozostaje bez zmian, a więc 7-8 września.

Najpierw tragiczny wypadek Łukasza Lonki, potem tragiczny wypadek Wiktorii Wicińskiej w Lipnie… Zaczęły się rodzić wątpliwości, a środowisko polskiego MX było coraz bardziej zdezorientowane. Co dalej z zawodami, czy i kiedy się w ogóle odbędą – to podstawowe pytania. Im dalej, tym tych pytań było więcej. Im zawodnicy poważniej traktowali ten sezon, i im więcej włożyli w przygotowania do niego czasu oraz pieniędzy, tym większe mieli znaki zapytania. Bowiem sytuacja w której zakazuje się wszelkich zawodów aż na miesiąc, nie jest ani standardowa, ani komfortowa. Tyle że co innego brak komfortu z powodu dochodzenia prokuratorskiego, co innego kwestie bezpieczeństwa na torach (w których jest u nas wciąż wiele do poprawy!) a co innego brak konkretnych informacji ze strony PZM przez tak długi okres czasu! Co mają robić zawodnicy? Co z przygotowaniami i treningami pod kątem kolejnych rund czy rundy??? Dlaczego tak długo panowała kompletna cisza i nawet jeśli zaszły takie okoliczności, które uniemożliwiały podejmowanie decyzji odnośnie dalszych zawodów, to dlaczego poza lakonicznym jednym komunikatem o zakazie imprez, środowisko nie dostało kompletnie nic???! Czy sportowcy, którzy ciężko pracują, trenują i poświęcają swe najlepsze lata życia i siły na ten sport nie zasługują na to minimum informacji co dalej i kiedy? Jak to się ma do cyklu przygotowań, do planów trenerów, i przede wszystkim do kwestii zaplanowanych działań organizacyjnych ? Znowu wszystko na ostatnią chwilę panie kierowniku GKSM??? Czy kogoś obchodzi co ze strefami, które również zostały zmuszone do przerwania swoich przygotowań, a nawet poniosły już wydatki? Czy trzeba było zakazać zawodów również strefom? A jeśli ów zakaz został wymuszony odgórnie (np. przez prokuraturę, z powodu dochodzenia) to czy nie należało bardziej jasno poinformować środowisko?

I co ważniejsze – czy nie należało wymyślić planu działania w takiej sytuacji awaryjnej? Dać jakąś alternatywę. Bo przecież większość zawodników, zwłaszcza średniego i regionalnego szczebla dalej trenuje, chce startować, działać, rozwijać się. Ci ludzie mają swoje plany, ponieśli duże koszty, zainwestowali w ten sport. Czy tak się traktuje poważnych i dorosłych ludzi, wydających spore prywatne środki na uprawianie tego sportu? I jak to świadczy o traktowaniu sportu motocyklowego i ludzi działających dla jego dobra przez PZM? Co innego, gdyby uprawianie MX polegało na korzystaniu z środków i obiektów należących do Związku. Ale polega to na tym, że każdy uprawia ten sport za własne pieniądze, lub pieniądze sponsorów i osób wspierających zawodnika. Federacja jedynie posiada prawa do rozgrywek w oparciu o własne regulaminy. Skoro więc dysponuje zarówno wiedzą o zaistniałych okolicznościach jak i podjętych działaniach, to dlaczego pozostawia tak długo aż tyle wątpliwości i niejasności ludziom, którzy od dawna czekają na choćby jedną konkretną informację?

Kolejna sprawa, to kuriozalne wręcz działania zw. z wyborem organizatora ostatniej rundy. Wschowa długo “wisiała” w kalendarzu, nie było żadnej informacji o anulowaniu, zmianie terminu czy o wątpliwościach. Zamiast konkretów w kółko były pogłoski i przypuszczenia. Jedni wierzyli, że się odbędzie, inni nie wierzyli, znając pewne realia (kłopoty z budżetem na organizację) a jeszcze inni kompletnie nie wiedzieli co dalej. Bajzel jak nic. Czy się przygotowywać, a jeśli tak to do czego i gdzie??? Paranoja czy bezwład informacyjny? A może po prostu bylejakość i brak jakiejkolwiek kultury sportowo-informacyjnej? W końcu PZM nas niestety do paru rzeczy przyzwyczaił, a liczne wypowiedzi samych zawodników o polityce informacyjnej i polityce wobec samych sportowców aż nadto świadczą o częstej nieudolności działaczy. Jak i o lekceważącym podejściu do tych najbardziej zainteresowanych. Wydaje się suchy komunikat, a ludzie się mają dostosować. Koniec kropka. Tyle. Ile czasu ma sportowiec na przygotowanie do tego, na co czekał od początku sezonu, to mało kogo obchodzi.

To już nie tylko impas, to już równia pochyła i to o ostrym kącie. Szybko okazało się, że na tej równi jest jeszcze kilka spraw. Dwie anulowane rundy na Strefie Południowej, totalne zamieszanie, i przede wszystkim brak wsparcia ze strony PZM dla tych, których cała ta sytuacja dotknęła najbardziej organizacyjnie i postawiła ich na minusie. Owszem niektórym pasowało odwołanie zawodów, ale nie wszystkim. Organizatorzy zostali pozostawieni sami sobie, chyba na zasadzie: “co będzie to będzie, a jak nic nie będzie, to nic nie szkodzi”.

No z całą pewnością nic nie szkodzi PZM, który „zawsze się sam jakoś wyżywi”. Na dodatek jeszcze odwołano – bez przenoszenia i próby zorganizowania w innym terminie i miejscu, ostatnią rundę Mistrzostw Polski w Enduro. Nowy Sącz dotąd był niczym wizytówka dla tej dyscypliny, a tym razem? Stanie się synonimem kroku wstecz? No komu jak nie PZM powinno do diabła najbardziej zależeć na rozgrywaniu zawodów?! I na wspieraniu tych, którzy i tak poświęcili masę czasu i pieniędzy na wypracowanie dotychczasowych imprez, na wydeptanie ścieżek do wójtów, burmistrzów, sponsorów i innych instytucji. By to jakoś wszystko wyglądało, by funkcjonowało, kręciło się coraz lepiej.

Właśnie w takich trudnych chwilach poznaje się prawdziwe intencje federacji i jej zdolność do reagowania w sytuacjach trudnych, nieprzewidzianych i komplikujących działalność sportową. Nagle nastąpiła katastrofa, wyhamowanie, szerzy się zwątpienie a nawet rezygnacja, a PZM raczył jedynie wydać zakaz zawodów i zapewnić o pomocy psychologicznej po wydarzeniach w Lipnie. A cała reszta? Cała reszta właśnie zaczęła się rozłazić i chybotać. Właśnie teraz należało zintensyfikować działania wspierające, bo teraz środowisko i kluby tego NAJBARDZIEJ POTRZEBUJĄ! A tymczasem wygląda to tak, jakby PZM-otowi zależało na tym, żeby ten sezon się jak najszybciej skończył, żeby mieć z głowy to i owo. Zima wszystko przecież wyciszy, uspokoi. Oby się nie okazało, że po tej zimie trzeba będzie odbudowywać kawał zruinowanego pustostanu. Wycofać się jest przecież łatwiej, niż powalczyć, postarać się i wysilić…Nie tak to powinno wyglądać. Opinie jakie zebraliśmy w środowisku są tego najlepszym dowodem.

Tekst: Alek Skoczek