Polegli na nawigacji

1175

Wczorajszy dziewiąty etap Rajdu Dakar został skasowany. Oficjalnym powodem odwołania poniedziałkowej próby były niekorzystne warunki pogodowe. Dlatego zamiast się ścigać zawodnicy musieli pokonać 500 kilometrów dojazdówki do Salty, miasta leżącego w Andach, w północno-zachodniej Argentynie.

Na riderów czekała niezwykła niespodzianka, bowiem na terenie Parque del Bicentenario zorganizowano fiestę na przywitanie uczestników Rajdu. Zabawa była przednia. Dzisiaj zawodnicy wystartowali z Salty by po 424 km dojazdówki ruszyć na 373 kilometrowy piekielnie szybki odcinek specjalny z metą w Belén.

Najpierw jazda szerokim piaszczystym płaskowyżem, potem wymagająca nawigacja. Poczatek niezbyt szczęśliwy dla Brabeca. Zamiast trzymać się Meo zaczął kombinować i zjechał kilka kilometrów z trasy. Ale w miarę upływu czasu zaczęli błądzić i inni, wśród nich takie gwiazdy jak Price, Benavides i wspomniany wczesniej Meo, którzy odbili od jedynie słusznego kierunku aż o 10 km! Zapowiadały się spore zmiany w klasyfikacji, bo riderzy co i rusz gubili drogę.Toby Price na jednym z ostatnich way pointów stracił do prowadzącego 49 minut!!!!

Tego już chyba nadrobić się nie da. Doskonale radził sobie natomiast Maciek Giemza, który niewątpliwie zdał egzamin z nawigacji, czego dowodem awans do trzeciej dziesiatki. Koncówka odcinka specjalnego przyniosła kolejne niespodzianki… Fatalny w skutkach upadek na kilka kilometrów przed metą zaliczył Van Beveren, jeden z faworytów Rajdu. Próbował jechać dalej, ale po kilkuset metrach zrezygnował. Został odtransportowany helikopterem do szpitala ze złamanym obojczykiem, urazem klatki piersiowej i kręgosłupa. Triumfował Austriak Walkner ratując honor KTM, marki walczącej przecież o zwycięstwo fabryczne.

Został on także liderem Rajdu z przewagą 11 minut nad Quintanilla. A konkurencja? Barreda 38 minut straty, 49 minut Price, 56 minut Brabec, godzina Meo. Chyba nie do odrobienia. A Maciek? A Maciek 27! Fantastyczny wynik…. choć jeszcze nieoficjalny.

fot. A.S.O., KTM