Przełomowe wyniki i lista nieszczęść (MXGP Kegums)

W Kegums odbyła się siódma runda MŚ oraz pierwsza runda EMX125 i druga EMX250. Przy pięknej słonecznej pogodzie na łotewskim „piachu” i wypełnionych po brzegi maszynach startowych rozgorzał bój, w którym nikt się nie oszczędzał.

Wobec bardzo licznej rzeszy chętnych do finału EMX250 trzeba było przejść ponownie przez „sito” kwalifikacyjne, ale tym razem nasz Szymon Staszkiewicz (Akademia ORLEN Team) poradził sobie z tym i oto po raz pierwszy wystąpił w finale tej klasy. W roku ubiegłym zanotował tu w EMX125 najlepszy jak dotąd rezultat (łącznie był 6-ty). Jednak w „ćwiartkach” to już nie ta sama zabawa, poziom jest niesamowicie wysoki a i konkurencja liczniejsza, silniejsza i znacznie lepiej zaprawiona w bojach. Tempo najlepszych czasami nie gorsze niż w MŚ MX2. Dlatego cieszymy się, że nasz rider stopniowo, kroczek po kroczku coraz lepiej odnajduje się w nowym (ale częściowo starym, bo ma tu kilku kolegów z EMX125) towarzystwie.

Wyścig zaczął się niezbyt pomyślnie, już w pierwszym zakręcie leżało kilku zawodników i niestety przystopowali oni Szymona. Zaczął się przebijać z 27. miejsca, ale po błędzie spadł na 28. pozycję, by na koniec dojechać na 25. miejscu. Wygrał Nowozelandczyk Josiah Natzke. Trzeci był świetnie przygotowany Hiszpan Ruben Fernandez. Piąty zameldował się mistrz świata i Europy z setek Jago Geerts, który po drodze posmakował łotewskiej ziemi. Natomiast drugi wyścig był zgoła inny! Szymon znacznie lepiej wystartował z dobrej 15. pozycji i należało po prostu co najmniej utrzymać tę świetną lokatę. Takie proste to nie było i najpierw nasz reprezentant nieco spadł, ale potem, jak to ma w zwyczaju, sukcesywnie przebijał się konsekwentną i mądrą jazdą coraz wyżej. Poszło chyba lepiej niż zakładaliśmy, bo Szymon dojechał na 14. miejscu i w ten oto sposób zdobył swoje PIERWSZE PUNKTY w EMX250! Brawo! To był TEN Szymon w najlepszej odsłonie. Zdobyte 7 pkt i 20-te miejsce w generalce daje powody do jeszcze mocniejszego trzymania kciuków. Drugie starcie padło tym razem łupem Jago Geertsa, który pojechał koncertowo. Wyprzedził prowadzącego po starcie Natzke już na drugim kółku i mając chyba już „kompleksowo rozgryzione Kegums” utrzymał ten stan rzeczy do mety! Za nim uplasowali się Natzke i Lesiardo. Finalnie na pudle: Natzke, Lesiardo i Geerts. Piękna jazda!

EMX 125. W setkach dominowały same znane twarze, ale popis dało kilku „nowicjuszy”. Np. Hiszpan Sergi Notargio, który dołączył do podium do zwycięzcy Briana Strubharda (FRA) i Kevina Horgmo (NOR). Jak widać czołówkę coraz skuteczniej i śmielej atakują ostatnio riderzy z krajów skandynawskich (zwłaszcza Szwedzi i Duńczycy), ale też pojawiają się coraz częściej nazwiska z Hiszpanii.

Do pierwszej 10-tki dobija się Rene Hofer z Austrii (mistrz świata i Europy w 85cm). Nowe pokolenie riderów dochodzi ewidentnie do głosu! Niestety cały czas brakuje tam polskiego nazwiska, więc Akademia Orlen Team i coraz liczniejsze szkoły MX mają przed sobą masę pracy, żeby jakiś Polak był w stanie rywalizować z zadziornymi, trenującymi na co dzień na nowoczesnych torach w Europie chłopakami.

MŚ MX2. Przełom w karierze! Zapowiadając MŚ w Kegums napisaliśmy, że „jest kwestią czasu, kiedy Thomas Kjer Olsen wjedzie na podium”. Obserwuję tego zawodnika od 3 lat i jest to nie tylko jeden z najbardziej utalentowanych, ale i najrówniej, „najczyściej” jadących technicznie kierowców. Podczas gdy inni czasem „wariują”, spinają się nerwowo i popełniają głupie, kosztowne błędy, Thomas jest jak maszyna zaprogramowana na bezwzględną realizację celu. Najlepiej świadczą o nim wyniki z ub. roku. Trzeba przyznać, że oprócz niewątpliwych umiejętności i solidnej podbudowy treningowej ten chłopak ma znakomicie poukładane w głowie.

To wszystko procentuje, bo procentować po prostu musi. Chyba jednak nikt – z samym Paulsem Jonassem na czele – nie spodziewał się, że Kegums będzie zdobyte przez Olsena! Zaczęło się podobnie jak w Trentino, gdy Duńczyk zaliczył „pole position”. Był to sygnał, że jest w świetnej formie i jeśli nie będzie błędu może zdobyć swoje pierwsze podium w MX2. Pierwszy wyścig rozpoczął bardzo dobrze, bo choć holeshot padł łupem Jorge Prado, to Thomas trzymał się już na 2. miejscu pilnując lidera. Tuż za nim ciągnęli Jonass i Seewer. Nie minęło nawet pierwsze okrążenie, gdy Olsen pociągnąwszy zdecydowanie po zewnętrznej wyprzedził przebojowego Hiszpana i wyszedł na prowadzenie! Jechał jak natchniony, bezbłędnie, najszybciej i po prostu najlepiej! I wygrał swój pierwszy wyścig w MŚ! Tak rozkwita piękna kariera świetnego, rozsądnego, młodego kierowcy…

Z tyłu za nim Jonass uporał się z Seewerem, któremu nadal brakuje tej iskry agresji w jeździe i który na dodatek upadł. Potem mieliśmy powtórkę z Trentino, gdy doszło do „bratobójczej” walki pomiędzy team mates Prado i Jonassem z KTM. Od połowy wyścigu drugi był więc „miejscowy” Jonass, ale gdy wydawało się, że u siebie bez problemu zgarnie drugie miejsce, nieoczekiwanie ową iskrę znalazł w sobie Seewer i wyprzedziwszy najpierw Prado dał sobie radę z Jonassem! Po drodze przepadł Lieber, który po błędzie sporo stracił. Bardzo słabo tym razem wypadli Włosi. Drugi wyścig miał sporą dramaturgię, bo choć rozpoczęło się od klasyki, czyli holeshota Jorge Prado, to wkrótce potem groźne salto w przód przez kierownicę wykonał Seewer, grzebiąc tym samym szanse na powtórkę wyniku. Spadek na 31. miejsce był katastrofą, a rozwalone siodełko kilka kółek potem tylko dopełniło formalności. Szwajcar zjechał do pit lane i to był koniec. Tymczasem do kolejnego pojedynku „pomarańczowych” ze stajni KTM włączyć się próbował Covington. Z początku rozdzielił Prado i Jonassa (prowadzący), a potem nawet wyszedł na 1. miejsce i pozostawał tam aż pięć okrążeń.

Ale niestety i on poległ na coraz trudniejszym, garbatym torze, którego ofiarami padło wielu znakomitych riderów. Po skoku zarzuciło nim na boki i upadł. Od 9. kółka na czele był Jonass i tak już pozostało do mety. Łotysz zgodnie z przewidywaniami wygrał więc wyścig, ale z tyłu, jakby niezauważona, po cichu lecz konsekwentnie nadciągała nieuchronnie duńska maszyna. Z ok. 10. miejsca po starcie Thomas Kjer Olsen przebił się przez dotąd lepszych od siebie riderów i końcówka wyścigu to był już popis Duńczyka. Jako że Lieber niestety znowu upadł, Olsen od 11. kółka był już aż do mety drugi! Znakomita jazda i świetny, przełomowy w karierze Olsena wynik, bo ta udana pogoń dała mu PIERWSZE ZWYCIĘSTWO W GRAND PRIX MŚ! Drugi tego dnia był Jonass, a trzecim na pudle GP okazał się niespodziewanie Vlaanderen. Kto jak kto, ale Duńczyk zasłużył sobie na wygraną – mądrą, świetną, przebojową i znakomitą jazdą i nie było tu żadnych darów losu czy przypadku. Pokorą, opanowaniem, ciężką pracą i skromnością oraz zapałem ten rider naprawdę przebija wielu innych. W klasyfikacji generalnej już jest trzeci i wygląda na to, że to nie Lieber lecz właśnie Olsen może być tym trzecim (a kto wie czy nie drugim?!) rozgrywającym w tym sezonie. Takich riderów potrzebują MŚ i tacy odmieniają, ożywiają rywalizację. Czapki z głów!

MX GP. Kwalifikacje pokazały jedno, Herlings dochodzi do głosu. Król piachów chyba wraca na właściwe dla niego tory i wraz ze swoją maszyną stworzył wreszcie duet nie do pobicia. Pierwszy wyścig udanie otworzył Desalle (holeshot), ale po kilku chwilach został wyprzedzony właśnie przez Herlingsa. Gdy Holender dostanie się już na czoło, tylko katastrofa odbiera mu wygraną.

Kilka takich katastrof już miał, ale tym razem nic nie było w stanie odebrać Jeffreyowi przyjemności jazdy po pierwszą, tak wyczekiwaną wygraną. Katastrofa spotkała tym razem ubiegłorocznego zwycięzcę Tima Gajsera! Na jednym z zakrętów Jose Butron zaczepił Słoweńca bokiem maszyny i Tim spadł z siodła, wykonując oryginalny marsz na kolanach po piachu. To krótkie spięcie kosztowało mistrza świata nie tylko dramatyczny spadek aż na 36. (przedostatnie!) miejsce, ale i ranę na nodze. Po takim początku wiadomo było, że Kegums może wstrząsnąć tabelą. Jednak z uwagi na słaby start Cairolego (dopiero 10-ty) był jeszcze cień szansy na uratowanie czerwonej tabliczki dla Słoweńca. Nasz Tomek Wysocki znalazł się po starcie na ok. 25 pozycji, ale że za nim byli ci lepsi i szybsi zaczął tracić dobrą lokatę. Ciężko było utrzymać swoje miejsce, a należało też uważać na przeciążoną w wyścigu kwalifikacyjnym rękę (upadek). Team mate Tomka Jara Romancik rozpoczął wyścig znacznie gorzej, jednak wkrótce dobił do naszego ridera i przez pewien czas obaj jechali blisko siebie.

Potem Jara jechał szybciej i wyprzedził Tomka. Tymczasem na czele bez zmian i tylko na 2-3 miejscu dochodziło do bezpośredniej walki, gdy Bobryszew ciął się z Desallem. Tak więc stara gwardia na ciężkim, skoleinowanym torze znowu dochodziła do głosu. Pociągnął lepiej Cairoli, z tyłu Gajser wyprzedził sprawcę swego nieszczęścia Butrona i odrabiał straty. W tym samym zakręcie, gdzie pecha miał Gajser, tor zatrzymał na chwilę nawet Van Horebeeka, co pokazuje skalę trudności. Nie zdzierżył jej również Arminas Jasikonis, który nie ukończył całej jazdy. Koniec końców za Herlingsem na mecie zameldowali się Desalle, Bobryszew i Simpson. Cairoli był piąty a Gajser dopiero 14-ty, więc drugi wyścig miał rozstrzygnąć o losie szczytu tabeli. Tomek dojechał na 30. miejscu. Kolejne starcie rozpoczęło się od holeshota Jasikonisa (cóż za odwet!), nie najlepszego wejścia Wysockiego, za to świetnej drugiej pozycji Herlingsa i trzeciej Gajsera.

Ci, którzy liczyli, że dojdzie do kolejnego pojedynku dwóch mistrzów świata a może i krótkiego spięcia między nimi muszą jeszcze poczekać. Jasikonis trzymał się dzielnie na czele aż do czwartego kółka, ale Herlings był niezagrożony przez Słoweńca. Jechał w swoim świecie i swoim żywiole. Wyprzedził Jasikonisa, potem to samo zrobił Gajser, jednak na Holendra nie było mocnych tego dnia i niezagrożony ciągnął do mety po wspaniały dublet. Tymczasem na 10-tym okrążeniu doszło do niespodziewanej, drugiej tego dnia katastrofy Tima. Mistrz świata groźnie przeleciał przez kierownicę na skoleinowanym torze i solidnie grzmotnął o ziemię. Widzowie zamarli, a ekipa Hondy wstrzymała oddech. To mógł być przełomowy moment kariery i sezonu, bo pamiętamy co się działo, gdy rok temu mocno uderzył głową w glebę Febvre. Jedno było pewne, to był koniec jazdy Słoweńca i kegumska runda jak na razie jest dla niego najgorszą. Wpadki zanotowali też Van Horebeek (gleba już na pierwszym kółku) i Paulin (podobnie). Tak więc bezapelacyjnie najlepszym okazał się Jeffrey Herlings, za nim dojechał Cairoli (który wyprzedził Jasikonisa na tym samym kółku, gdzie Gajser miał wypadek). Trzeci Jasikonis i to był najlepszy, przełomowy być może wynik w karierze tego ridera, który jeszcze kilka lat temu miał problem z kwalifikowaniem się do finałów EMX. Wysocki dojechał ostatecznie 29-ty i jak widać cały czas trzyma się na podobnym poziomie, ale na pewno nie zamyka tyłów.

Tak więc podium w Kegums to Herlings, Cairoli i Bobryszew, czwarty Desalle. Liderem ponownie został Cairoli. Natomiast do listy nieszczęść kompletnych trzeba dopisać pech teamu Wilvo Yamaha, bo obaj jego jeźdźcy: Arnaud Tonus i Shaun Simpson doznali po upadkach urazów, które mogą być bardzo dotkliwe w skutkach. Ten pierwszy wyleciał z siodła uderzając plecami w ziemię, a ten drugi niestety złamał rękę, co wyklucza go aż do Ottobiano z udziału w wyścigach. Jest już po operacji, ma wstawioną szynę, cztery śruby i dwa nity, ale o jeździe nie ma mowy. Z kolei Gajser znowu okazał się wyjątkowo elastycznym człowiekiem i albo ma wyjątkowo twarde kości, albo niesłychane szczęście, bo po badaniach nie stwierdzono złamań i wygląda na to, że na GP Niemiec będzie gotów na 100%. Kegums przyniosło więc sporo przełomowych wyników, zmian w czołówce i przy okazji kontuzji. Nas cieszą pierwsze punkty Szymona.

fot. Monster Energy, KTM