Sponiewierani, ale szczęśliwi… Ponad setka riderów pojechała w Kajkowie

W Ostródzie byliśmy dobrych kilka lat temu. Po raz ostatni rozegrano wówczas zawody MX. Kłopoty „lokalowe” był już tak poważne, że nie bardzo było wiadomo jak potoczą się dalsze losy AMK Drwęca Ostróda.

Nasze kontakty osłabły, od czasu do czasu wymienialiśmy z szefostwem jedynie kurtuazyjne pozdrowienia. I oto niespodziewanie dotarło do nas zaproszenie na czerwcowe Cross Country o Puchar Wójta Gminy Ostróda. W mailu plakat, który wzbudził nasz niepokój… Znakomita grafika, wszystko dopracowane w najdrobniejszym szczególe, co rzadko się zdarza jeśli chodzi o imprezy off roadowe. OK, pomyśleliśmy, podpucha, nie wszystko złoto co się świeci. I wyruszyliśmy w sobotni poranek do Kajkowa, gdzie zlokalizowano imprezę. Znowu „zgrzyt”, bo już na kilka kilometrów przed miejscem zbiórki pierwsze info gdzie skręcić. Szok!

Potem następne, i następne i jak po sznurku dotarliśmy dokładnie tam, gdzie trzeba. Mało tego, nie po wertepach na których można stracić zawieszenie, ale drogą wybrukowaną równiutką kostką. Można? Można… Miejsce do parkowania znaleźliśmy z trudem, bo riderów było już sporo, a cały czas dojeżdżali kolejni. Fakt, wszyscy rozkładali swoje sprzęty wzdłuż drogi, bo nie ma jeszcze padoku, ale i tak wszyscy pomieścili się bez problemu. Teren na którym rozgrywano zawody udostępnił Wójt, nie jest to niestety miejscówka na wieczne czasy, ale póki co o każdej porze można tu zorganizować jakąś imprę, jak choćby taką, na którą przyjechaliśmy.

Bo ścigać się jest gdzie… trasa bez opon, belek czy „basenów”, wyłącznie z przeszkodami, które pozostawiła matka-natura. Krótka prosta startowa, odcinek cross a potem… a potem nooo mała Golgota. Zresztą być może niektórzy z Was pamiętają, że na tych terenach w roku 1998 odbył się finał Mistrzostw Europy Enduro, a w roku 2005 upalali w MP Enduro Paweł Szturomski, Łukasz Kędzierski, Michał Szuster, Łukasz Kurowski, Sebastian Krywult czy Rafał Sonik. To ich pot zrosił tę ziemię, po której teraz mieli pomykać następcy. Czekała na nich 7. kilometrowa pętla, a po drodze… las. A w lesie podjazdy, zjazdy i błoto (skąd ono się tam wzięło przy takiej suszy), no jednym słowem działo się.

Trasa przypominała trochę Cegielnię, trochę Kociewski czy Charlottę. Ale nikt się nie zżymał, nikt nie odpuszczał, mało tego, gdy organizator odwołał odcinek nad jeziorem, zawodnicy próbowali wręcz protestować! Zorganizowano nawet na szybko głosowanie, w którym zwyciężyli zwolennicy hardkoru, jednak decyzji ostatecznie nie zmieniono ze względu na bezpieczeństwo. Ale i tak było ostro. Zawody składały się z trzech części. W pierwszej pojechały pit bike’i (na skróconej trasie), w drugiej quady (niestety tylko cztery, na trasie zmodyfikowanej) i w trzeciej motocykliści, których do Kajkowa zjechała ponad setka. W ten sposób zawody pod Ostródą znalazły się na drugim miejscu w weekendowym rankingu imprez po „strefie zachodniej” w Głogowie, a przed MP Enduro, MP SuperEnduro i „strefą południową” w Kowali.

Skąd tylu chętnych skoro ogólnie CC kuleje zwłaszcza na imprezach centralnych. A tu proszę jakie tłumy. Byli i amatorzy, i posiadacze licencji, na starcie zjawiła się także dziewczyna Ania Jabłońska (specjalna nagroda od X-cross) z MotoKlubu Orneta, która mimo problemów we wspomnianym wcześniej leśnym ostępie zawody ukończyła, co nie wszystkim panom się udało.

Ania Jabłońska

Ania o sobie: „Mam 26 lat i od roku, a dokładnie od 8 marca 2017 jeżdżę na Kawasaki KX250F 4T. Pasją zarazili mnie znajomi, bardzo mi się podobało to jak oni jeździli, jak to wygląda, jak wracali po enduro zmordowani ale zadowoleni. Za namową kolegów wystartowałam w Kajkowie, aby spróbować swoich sił i były to pierwsze zawody w życiu. Bardzo mi się podobało, wyzwanie ogromne. Najtrudniejszy okazał się dla mnie ostatni podjazd z rzeczki pod górę piaskową. W mega błocie ciężko było mi utrzymać moto i poprawnie wjechać pod górę, ale kibice pomogli i dałam radę! Nie ukrywam, że przeżyłam moment, gdy miałam wszystkiego dość. Gdy skończyłam pierwszą rundę odezwała się kontuzja. Dwa miesiące temu skręciłam i naderwałam staw barkowo-obojczykowy. Myślałam, że już jest ok, ale jednak wysiłek i ciężar motocykla zrobił swoje. A trochę go dźwigałam… Stwierdziłam jednak, że muszę dać radę, że się nie poddam, pojadę drugą rundę bez względu na wszystko. I udało się, poszło mi nawet lepiej niż w pierwszej. Jestem zadowolona, że w ogóle udało mi się ukończyć zawody i nawet nie na ostatnim miejscu. Dużo przede mną nauki, dopiero zaczynam i będę działać dalej, bo taka dawka adrenaliny i sportowa zabawa bardzo mnie wkręciły”.

Zawodnicy pojechali w kilku klasach: Licencja, Amator1 (motocykle czterosuwowe do 250cm3 pojemności, motocykle dwusuwowe do 125cm3), najliczniej obsadzony Amator2 (motocykle czterosuwowe powyżej 250cm3, motocykle dwusuwowe powyżej 125cm3). Startowano z kilku linii, nie był to jednak Le Mans, kierowcy na sygnał startu czekali z założonymi na kask rękoma. Najpierw czekała ich lekka kurzawka na torze crossowym, potem mała namiastka hard enduro, ale do pokonania. Potrzebny był jedynie sprawny motocykl, dobra kondycja i pomyślunek. Jeśli były z czymś problemy to z kondycją, co sugeruje, że jeśli tylko czas na to pozwoli… więcej siłowni i zimowych treningów. Te uwagi dedykujemy tym, którym zależy na wyniku, większość jednak najbardziej kręcił sam fakt sponiewierania się na stoku, przemielenia w zębach kilogramów piasku, zakurzenie w zakręcie, czy zmierzenie się ze złośliwością przedmiotów martwych, gdy moto gasło w najmniej oczekiwanym momencie.

I choć czasami ręce mdlały po przejechaniu linii mety, a motocykl wyślizgiwał się spod tyłka, widzieliśmy uśmiech na twarzy, któremu towarzyszył triumfalny okrzyk: dojechałem! A jeśli udało się wejść na podium, radość była wyjątkowa.

Klasa Amator1 na pudle wyglądała następująco: 1. Przemysław Koszela (Enduro Grunwald), 2. Przemysław Popko (n/z), 3. Tomasz Kłosiński (n/z). Najszybszymi Amatorami2 okazali się: 1. Damian Szerszeniawski (n/z), 2. Bartosz Klerzycki (Enduro Grunwald), 3. Radosław Przybysz (AKM Drwęca Ostróda). Wśród zawodników z licencją pierwszy był Paweł Czeszejko-Sochacki (Kwidzyński KM), drugi kolega klubowy Jeremiasz Miandecki, a trzeci Krzysztof Dziadko (AKM Drwęca Ostróda).

fot. X-cross

Komplet wyników (moto, quady i pit-bike’i)