Tadek Błażusiak o WESS, Red Bull 111 Megawatt i pomarańczowej trzysetce

1683

Red Bull 111 Megawatt to WESS, nowa jakość w świecie enduro. Seria zawodów dedykowanych jeźdźcom spod znaku off roadu stała się tegorocznym hitem…

Decyzję KTM o wycofaniu się z Mistrzostw Świata Enduro, by włączyć się w przedsięwzięcie o nazwie World Enduro Super Series, oceniam jako słuszną. Austriacki producent wprowadzając na rynek nowe modele szuka także sposobów na zwiększenie sprzedaży. I tę formułę znalazł, o czym świadczy ogromna popularność WESS już podczas pierwszych zawodów Extreme XL Lagares. Z mojego punktu widzenia jako sportowca już mogę stwierdzić, że został obrany „jedynie słuszny kierunek”. Wystarczy spojrzeć na listę startową, na ilość zawodników biorących udział w tej imprezie, na ogromne zainteresowanie topowych riderów, sponsorów i… wielotysięcznej publiczności wszędzie tam, gdzie WESS się pojawia. Oczywiście jest jeszcze trochę rzeczy do poprawienia, zwłaszcza regulaminowych, ale przypomnijmy, że to przecież ich debiut. Dodajmy do tego obecność na każdych zawodach RedBull TV i transmisje na żywo na własnej platformie – to także wielki plus.

Tyle ciepłych słów, choć Tobie na WESS nie wiedzie się najlepiej…

To prawda: kontuzje, choroba, crash na Erzbergu, więc jak widzisz było trochę pod górę, ale myślę że teraz będzie już znacznie lepiej. Zdobyliśmy sporo doświadczeń, co mam nadzieję zaprocentuje w przyszłym roku.

Która z rund utkwiła Ci szczególnie w pamięci…

Każda, bo każda jest inna. Dlatego liczy się przede wszystkim uniwersalizm. Raz jedziesz po trawie, raz wspinasz się po kamieniach, to bardzo kręci.

A jaki będzie Megawatt?

Przede wszystkim muszę podkreślić, że polska edycja idealnie wpisuje się w formułę WESS. Od samego początku staraliśmy się stworzyć imprezę, w której nikt nie musi walczyć o przetrwanie, a będzie mógł zaprezentować i wykorzystać przede wszystkim swoje doświadczenie. Doświadczenie w szybkiej jeździe wręcz motocrossowej w głębokiej koleinie, ale także w pokonywaniu przeszkód. Z jednej strony musi sprawdzić się jeździec, a z drugiej motocykl ustawiony tak, by poradził sobie i z piachem, i z drewnianymi kłodami. I to jest właśnie duch WESS.

Co byś poradził tym, którzy pojadą tam pierwszy raz?

Ha, ha! Rozglądajcie się wkoło, bo krajobraz jest niesamowity, róbcie sobie zdjęcia, przesiąknijcie atmosferą Megawattu, dobrze się bawcie, szczęśliwie dojedźcie do mety bez spiny, a dopiero w przyszłym roku, znacznie bogatsi w doświadczenie, zacznijcie myśleć o ściganiu.

Czy brałeś udział w tworzeniu koncepcji WESS?

Tak, i to od samego początku. Idea połączenia znanych już zawodów w jeden cykl powstała dawno temu, tyle że promotorzy poszczególnych wydarzeń początkowo dość niechętnie chcieli udostępnić swoją perełkę. I trudno się temu dziwić. No ale as w rękawie jakim było RedBull TV okazał się tak mocny, że seria jednak powstała. W tym roku mamy dziewięć rund, myślę że w przyszłym będzie ich zdecydowanie więcej.

Jak Megawatt postrzegają zagraniczni zawodnicy?

Większość z nich uważa, że to jedna z najfajniejszych imprez, bo jest szybko, technicznie i miejsce niesamowite. Zobacz ilu amatorów przyjeżdża z całego świata, co najlepiej świadczy o wysokiej randze zawodów w Kleszczewie. No i kilkadziesiąt tysięcy kibiców też potwierdza, jakiego „potwora” stworzyliśmy. Bo Megawatt to nie tylko ściganie, to lotnicze pokazy Ciepieli, to dziesiątki sklepów, dobre jedzenie, super muza, po prostu znakomity piknik dla całej rodziny.

Pojedziesz na…?

Oczywiście KTM-em trzysetką EX TPI na wtrysku, która niewiele ma wspólnego ze sprzętem seryjnym, z ustawionym pośrednim zawieszeniem między twardym i miękkim, żeby moto dobrze podróżowało zwłaszcza podczas 10-minutowego odcinka motocrossowego. Dlaczego trzysetka? Bo czy sucho, czy mokro, najmniej „cierpi” w zmiennych warunkach. Ale z drugiej strony enduro to taka dyscyplina, w której po małych przeróbkach można sobie poradzić i na sprzęcie seryjnym…

….czego dowodem Twoje pierwsze zwycięstwo na Erzbergu na motocyklu, powiedzmy, nie pierwszej młodości. OK, o sprzęcie było, teraz parę słów o psyche.

No tak, stres jest zawsze, bo ściganie, rywalizacja to adrenalina na poziomie maksymalnym, to emocjonalny roller coster. Ale ja lubię to uczucie, walkę zwłaszcza w takich warunkach jak na Megawacie.

Właśnie ruszyła w USA liga endurocrossu. Żadnych tęsknot?

Nie, męczący okres podróżowania z jednego kontynentu na drugi mam już za sobą. W Stanach zdobyłem wszystko, co było do zdobycia. Teraz chcę się skupić na dwóch seriach (WESS i MŚ Superenduro), być częściej w domu, pójść do mojej ulubionej knajpy i napić się tam ukochanej kawy. Bo gdy zaczynasz biegać za własnym ogonem, coś możesz przeoczyć i stracić.

Dzięki za rozmowę, do zobaczenia na Megawacie.

fot. Krzysztof Hipsz