To była najgorętsza runda ORLEN MXMP, nie tylko ze względu na temperaturę (Więcbork 2018)

Już sobota dostarczyła sporo emocji, bowiem okazało się, że możemy być świadkami poważnych przetasowań w klasyfikacji generalnej w dwóch klasach.

Zaczęło się od złamanej kości strzałkowej Karola Kruszyńskiego, potem sensacja podczas pierwszego wyścigu w klasie 125ccm. O Karolu za chwilę, teraz czas na setkarzy. Do rywalizacji stanęło 19 zawodników, ale oczy były skierowane na Czarka Lewko i Darka Rapacza (obydwaj Akademia ORLEN Team).

Co prawda w treningu kwalifikacyjnym najszybszy był Artsiom Sazanovets, ale to dwaj Polacy mieli być bohaterami obydwu wyścigów, bo być może mogły zadecydować o tym, kto zostanie Mistrzem Polski. Do siódmego okrążenia obydwaj szli łeb w łeb ze wskazaniem na Darka, i nagle #222 wypadł z gry. Podczas kontaktu z dublowanym zawodnikiem doszło do zerwania więzadeł i było po zawodach…. dosłownie. Wielka tragedia olsztynianina broniącego mistrzowskiego tytułu. Czarek zjechal z toru i przez dłuższy czas nie zsiadał z motocykla, zatrzymując się w pobliżu prostej startowej. Nie wierzył w to, co się stało. Wielki dramat tego znakomitego, niezwykle walecznego ridera.

Zawsze świetnie przygotowany, zawsze chętny do rozmowy, bardzo dbający o wizerunek, niestety w tym sezonie chyba już nie wystąpi. Wielka, wielka szkoda… W tej sytuacji wszystko wskazuje na to, że Mistrzem Polski zostanie Darek Rapacz. Poproszony o komentarz odpowiedział zażenowany: To nie tak miało być. Postawa godna prawdziwego sportowca. Rapacz ostatecznie rozdzielił na podium dwóch Białorusinów: Sazanovetsa i Volowicha.

W najmniejszej klasie MX65 nadal nie było mocnego na Mikołaja Stasiaka (AOT). Wygrał obydywa biegi stając na najwyższym stopniu pudła, po prawej mając Mieszko Polnara, po lewej Dawida Zarembę (AOT). Dwaj ostatni podzielą między sobą zapewne tytuły I i II vicemistrza, o czym przekonamy się w czasie ostatniej rundy we Wschowie. Ale byli także inni bohaterowie w tej klasie startujący w barwach ktmsklep.pl team, jak choćby Wiktora Kupczyk, która jeszcze niedawno nawet nie myślała, aby wskoczyć na moto. A teraz proszę, ściga się z najlepszymi polskimi zawodnikami. Miejmy nadzieję, że za jakiś czas zasili „kobiecą ligę”, która po okresie hossy w latach 2011-1014 przeżywa wyraźny regres „frekwencyjny”.

Na szczęście w dziewczynach woli walki jest sporo i poza pewniakiem do mistrzowskiego tytułu (wywiezie go na Łotwę najprawdopodobniej Anna Stecjuka), to pozostałe miejsca na pudle są nieobsadzone. Znakomicie pojechała w Więcborku Karolina Jasińska (najszybsza z Polek, trzecia w klasyfikacji generalnej), gorzej niż zazwyczaj wypadła Wanessa Rapacz (sama przyznała, że tym razem „jej nie szło”), a Julka Jarmołkowicz, której patronuje X-cross sklasyfikowana została na 7. miejscu (przypomnijmy, że Jula prowadzi w klasie Kobiet w strefie północnej). Pozostała nam jeszcze klasa Open, w której część zawodników pojechała „treningowo” przed niedzielnymi wyścigami w MX2.

Stąd w pierwszym biegu na maszynie startowej pojawiło się 27 riderów, ale już w drugim tylko 19. Równych sobie nie miał Łukasz Lonka wygrywając pierwszy wyścig przed Staszkiewiczem i Barczewskim, w drugim przez dwa okrążenia prowadził Łukasz Kędzierski, ale potem wszystko wróciło do normy i na podium stanęli: 1. Lonka, 2. Kędzierski (Carlos pauzuje po kontuzji) i 3. Staszkiewicz (AOT). Wieczorem, gdy umilkły silniki, na tor wyjechał ciężki sprzęt, aby całość doprowadzić do stanu „jak spod igły”, co nie wszędzie się zdarza.

Dzień drugi okazał się jeszcze bardziej gorący, a atmosfera wyraźnie zaczęła się zagęszczać. Być może to jakieś przesilenie, a może po prostu zaczynają wychodzić na wierzch sprawy do tej pory skrzętnie ukrywane. I niedobrze się dzieje, kiedy na sport mają wpływ osobiste animozje. Nikt nie każe się kochać, ale profesjonalizm wymaga profesjonalnego podejścia. Czy takim była dyskwalifikacja Maksa Chwalika (AOT)? Kwestia dyskusyjna… to, że rodzice (czy trenerzy) permanentnie łamią przepisy i wbiegają na tor, aby pomóc po wywrotce, to obrazek nagminny. Niezgodny z regulaminem, ale dość często tolerowany.

Tym razem jednak sędzia główny zagiął parol i nie popuścił. Krótko… Tata Maksa widząc, że syn leży pod motocyklem „wtargnął na tor”, a to zdaniem Pawła Kurajka wystarczyło, aby zdyskwalifikować Chwalika juniora. Nie nam oceniać, incydentem ma się zająć PZM. Maks oczywiście wygrał drugi wyścig w stylu godnym mistrza i raczej nikt mu już tytułu nie wyrwie. Bo to nasz naprawdę bardzo utalentowany zawodnik. Musi jednak mieć się na baczności, bowiem konkurenci nie próżnują, czego dowodem świetna jazda Wiktora Sobiecha (AOT), Paskala Myhana (AOT), Kamila Maślanki i Wiktora Rafalskiego. Panowie mieli ogromną chrapkę, aby łyknąć Maksa i niektórzy zbliżali się do niego niebezpiecznie blisko.

Ale tylko zbliżali… Świetni jeźdźcy, ciekawe którego z nich zobaczymy na MXoEN (wiemy na pewno, że Chwalik nie pojedzie (?), niestety o tym kto stanie na maszynie startowej w Gdańsku – cisza, choć do zawodów pozostało niespełna trzy tygodnie). W klasie Masters „młodzi kontra trochę starsi”… Jacek Lonka, który nadal zachwyca swoją formą (jak się rzetelnie trenuje od najmłodszych lat, to kondycja jest – powiedział nam po ostatnim wyścigu) musiał uznać wyższość Pawła Szturomskiego. Choć Lonka wygrał pierwszy wyścig, jednak w drugim był drugi, co zgodnie z regulaminem dawało zwycięstwo w generalce Pawłowi. Ale clou tego dnia był oczywiście wyścig MX2.

I to nie ze względu na udział wielu gwiazd polskiego MX, ale przede wszystkm na start Karola Kruszyńskiego. Mimo sobotniej kontuzji (złamana kość strzałkowa), za zgodą lekarza Karol zdecydował się pojechać, aby walczyć o tytuł Mistrza Polski. Decyzja komentowana była różnie (od troski po zachwyt), no ale mamy w końcu do czynienia z dorosłym zawodnikiem, który wie co robi.

Mimo ogromnego bólu Kruszyński w MX2 najpierw był 7., potem 6., natomiast w MX2 Junior odpowiednio 4. i 3.). Są punkty i ogromna szansa na upragniony tytuł. W klasyfikacji zawodów pierwszy był Łukasz Lonka (mimo zaliczonej gleby), drugi Jakub Barczewski, a trzeci szesnastolatek Artsiom Sazanovets.

Tyle emocji sportowych, ale mieliśmy jeszcze emocje poza torem. Na kilka dni przed zawodami organizator Mistrzostw – Więcborski Klub Motorowy – przypadkowo dowiedział się, że mimo gwarantowanej w umowie z PZM ośmioosobowej obsady marshali, muszą liczyć przede wszystkim na siebie. No cóż, można i tak, w końcu to nie Związek organizuje zawody, ale krwi napsuć może. Klub się spiął, marshali załatwił, ale ile kosztowało ich to nerwów, można się tylko domyślać. Oj nie lubi ktoś swego ex-klubu , nie lubi…. a donosik, że nie zdjęty został baner pewnej firmy olejowej, to też tego pana robota? Przecież wystarczyło wejść na drabinę i go zdemontować, albo wskazać palcem. Tyle w temacie….

fot. X-cross