Mandat z fotoradaru wystawiany bywa „na auto”, ale odpowiedzialność dotyczy zawsze konkretnej osoby, która prowadziła pojazd. Gdy korespondencja przychodzi do właściciela, a za kierownicą był ktoś inny, liczy się szybka i uporządkowana reakcja. W 2026 roku procedury CANARD i GITD są na tyle sformalizowane, że przypadkowe działania łatwo kończą się dodatkowymi kosztami.
Dlaczego mandat z fotoradaru przychodzi na inną osobę?
Najczęściej list trafia do właściciela lub posiadacza pojazdu, bo to jego dane są dostępne w bazach rejestracyjnych, a nie dane faktycznego kierującego. Fotoradar rejestruje zdarzenie, a następnie informacja wraz ze zdjęciem i danymi (miejsce, data, godzina, prędkość oraz limit) trafia do systemu obsługiwanego przez Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD) w strukturach Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (GITD). Dopiero potem uruchamiany jest etap ustalania, kto rzeczywiście prowadził.
W praktyce „mandat na inną osobę” oznacza zwykle jedną z dwóch sytuacji. Albo właściciel dostał wezwanie do wskazania kierującego, choć sam nie jechał, albo ktoś wskazał Twoje dane jako kierowcy, a Ty w tym czasie nie korzystałeś z auta. W obu wariantach ważne jest, by odróżnić zwykłe wezwanie do złożenia oświadczenia od gotowego mandatu karnego, bo to są dwa różne pisma i wiążą się z innymi decyzjami.
Jak rozpoznać pismo z CANARD i co sprawdzić od razu?
Po otwarciu koperty warto najpierw spokojnie sprawdzić, czy dokument dotyczy wezwania do wskazania osoby kierującej, czy już mandatu karnego. Wezwanie zwykle zawiera formularze/oświadczenia do wyboru, natomiast mandat ma wskazaną kwotę, termin płatności i indywidualny numer rachunku bankowego. Ten szczegół jest bardzo ważny, bo błędny przelew potrafi wydłużyć sprawę i narobić zamieszania w rozliczeniu.
Drugim krokiem jest weryfikacja danych zdarzenia. Zwróć uwagę na datę i miejsce, numer rejestracyjny, opis naruszenia oraz to, czy na zdjęciu widać tablice rejestracyjne i czy da się sensownie odczytać sytuację na drodze. Zdarza się, że na fotografii widać więcej niż jeden pojazd albo ujęcie nie pozwala jednoznacznie powiązać pomiaru z konkretnym autem, a wtedy rośnie znaczenie wyjaśnień składanych w odpowiedzi.
Trzeci element to terminy. W obiegu publicznym często pojawia się informacja o 180 dniach na doręczenie korespondencji w sprawach z fotoradarów, a także o rocznym i dwuletnim horyzoncie przedawnienia zależnym od tego, czy wszczęto postępowanie i czy sprawa trafiła do sądu. W praktyce w 2026 roku listy potrafią przychodzić szybko, nawet po kilkunastu dniach, ale zawsze warto porównać datę zdarzenia z datą doręczenia i zachować kopertę.
Jeżeli cokolwiek wygląda nietypowo, nie podejmuj nerwowych decyzji „na skróty”. Najwięcej problemów powstaje wtedy, gdy ktoś płaci, zanim ustali, za co i na jakiej podstawie płaci, albo gdy ignoruje pismo, licząc na „samo zniknie”. Taka taktyka bywa kosztowna, bo przepisy przewidują sankcje za brak reakcji na żądanie organu.
Jakie masz trzy oświadczenia i kiedy które wybrać?
W korespondencji z CANARD właściciel/posiadacz pojazdu dostaje do wyboru trzy ścieżki formalne, opisane jako trzy oświadczenia. Ich sens jest prosty: organ chce albo potwierdzenia, że to Ty prowadziłeś, albo wskazania osoby, której powierzyłeś pojazd, albo informacji, że odmawiasz wskazania. To wybór, który realnie wpływa na to, czy mandat i punkty karne trafią do kierowcy, czy pojawi się ryzyko grzywny za niewskazanie.
W praktyce decyzję podejmuje się nie „pod emocje”, tylko według faktów. Jeśli pamiętasz, kto prowadził, i masz możliwość podania danych, najczęściej kończy to sprawę najszybciej. Jeśli nie da się ustalić użytkownika, pojawia się temat odpowiedzialności właściciela za niewskazanie, a to w 2026 roku potrafi być dotkliwe finansowo.
Najczęściej spotykane warianty reakcji na wezwanie wyglądają następująco:
- Oświadczenie nr 1 – składa je osoba, która kierowała pojazdem w chwili wykroczenia i przyznaje ten fakt,
- Oświadczenie nr 2 – składa je właściciel/posiadacz, wskazując, komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie,
- Oświadczenie nr 3 – składa je właściciel/posiadacz, który nie wskazuje lub odmawia wskazania, komu powierzył pojazd,
- każdy wariant wymaga uzupełnienia danych zgodnie z treścią pisma i odesłania w sposób przewidziany w dokumentach (pocztą lub elektronicznie).
Wybór oświadczenia nie jest „trikiem” na system, tylko formalnym stanowiskiem. Wskazywanie przypadkowych danych, „łańcuszkowanie” osób lub podawanie nieprawdziwych informacji może być potraktowane jak składanie fałszywych wyjaśnień, a w obrocie prawnym pojawia się ryzyko odpowiedzialności karnej. W materiałach dotyczących takich praktyk powtarza się ostrzeżenie o karze nawet do 3 lat pozbawienia wolności za fałszywe zeznania, więc gra jest niewarta napięcia.
Jeżeli nie prowadziłeś pojazdu, najbezpieczniejszą drogą jest udzielenie odpowiedzi zgodnej z prawdą i wybór oświadczenia, które odzwierciedla fakty, a nie „wygodny scenariusz”.
Jak odesłać dokumenty – poczta czy eBOK CANARD?
Dokumenty można odesłać tradycyjną pocztą na adres wskazany w korespondencji. To rozwiązanie proste, ale warto wysłać je w sposób, który pozwala udowodnić termin nadania i treść przesyłki, bo w sporach liczą się daty. Dobrą praktyką jest wykonanie kopii wypełnionych formularzy i zachowanie potwierdzenia nadania, aby nie odtwarzać wszystkiego z pamięci po kilku miesiącach.
Drugą opcją jest elektroniczne Biuro Obsługi Klienta CANARD (eBOK). Rejestracja w eBOK w 2026 roku nadal wymaga uwierzytelnienia, zwykle przez Profil Zaufany ePUAP albo kwalifikowany podpis elektroniczny. Kanał elektroniczny bywa wygodny, bo pozwala szybciej wysłać odpowiedź i łatwiej zachować historię sprawy, ale i tu liczy się staranność w uzupełnianiu danych.
Ważne jest, by nie mieszać kanałów bez potrzeby. Jeśli wysyłasz dokumenty pocztą, trzymaj się tej drogi i pilnuj dowodów nadania, a jeśli idziesz w eBOK, dopilnuj, aby zgłoszenie faktycznie zostało złożone i widnieje w systemie jako wysłane. Najczęstsze pomyłki to brak podpisu, pomylone dane osoby wskazywanej albo wysłanie nie tego oświadczenia, które odpowiada sytuacji.
Po złożeniu oświadczenia CANARD podejmuje dalsze kroki zależnie od treści odpowiedzi. Może to oznaczać wystawienie i przesłanie mandatu, przekazanie sprawy do sądu albo wysłanie korespondencji do osoby wskazanej przez właściciela. Ten etap bywa dla wielu osób zaskoczeniem, bo wydaje się, że „już odpowiedziałem, więc koniec”, a tymczasem dopiero ustalany jest właściwy adresat mandatu.
Gdzie i jak zapłacić mandat, żeby nie popełnić kosztownego błędu?
Jeżeli mandat został już wystawiony na Ciebie jako kierującego, płatność realizuje się przelewem na rachunek podany na blankiecie. W 2026 roku standardem jest płatność przez bankowość internetową, ale nadal można zapłacić także w placówkach umożliwiających wykonanie przelewu, na przykład na poczcie lub w banku. Najważniejsze jest, aby przelew poszedł na indywidualny numer rachunku bankowego przypisany do konkretnego mandatu.
W korespondencji i instrukcjach powtarza się ostrzeżenie, by nie wykonywać przelewów „na pamięć” ani na przypadkowe rachunki. Szczególnie często mylone są konta używane do innych typów należności publicznych, dlatego w dokumentach podkreśla się, by nie wpłacać na rachunek I Urzędu Skarbowego w Opolu ani na inne konta niż wskazane w przesyłce z CANARD. To nie jest detal techniczny, tylko realna różnica w księgowaniu i identyfikacji wpłaty.
Termin płatności mandatu w tej procedurze jest krótki. W wielu opisach i pismach pojawia się 7 dni na uregulowanie należności od momentu otrzymania mandatu, dlatego zwlekanie może uruchomić dodatkowe czynności windykacyjne. Jeśli masz wątpliwość, czy pismo jest mandatem, czy dopiero wezwaniem do wskazania kierującego, lepiej to rozdzielić, bo płatność „w ciemno” potrafi utrudnić późniejsze wyjaśnienia.
Jak postąpić, gdy wskazano Ciebie jako kierowcę, a Ty nim nie byłeś?
To jeden z najbardziej stresujących wariantów, bo wygląda jak gotowe obciążenie cudzym wykroczeniem. Najpierw ustal, czy dostałeś mandat, czy pismo „pośrednie”, czyli korespondencję wynikającą z tego, że ktoś wskazał Twoje dane w oświadczeniu. W obu przypadkach liczy się szybkie zebranie faktów: gdzie byłeś w dacie zdarzenia, kto mógł korzystać z pojazdu i czy masz dowody potwierdzające, że nie prowadziłeś (np. zapisy pracy, delegacje, potwierdzenia obecności, inne wiarygodne dokumenty).
Jeżeli sprawa jest na etapie oświadczeń, organ zwykle oczekuje stanowiska zgodnego z prawdą, a dalsze kroki zależą od spójności wyjaśnień. Jeśli natomiast doszło do nałożenia mandatu, w grę wchodzi odmowa przyjęcia i skierowanie sprawy do sądu, co bywa ryzykowne finansowo, bo sąd może wymierzyć wyższą grzywnę i doliczyć koszty. Z drugiej strony, przy oczywistym błędzie identyfikacji albo przy zdjęciu, które nie pozwala powiązać wykroczenia z konkretnym pojazdem, spór może mieć sens, o ile jest dobrze udokumentowany.
W praktyce warto przygotować zestaw informacji, które porządkują Twoją wersję zdarzeń, zanim zaczniesz korespondencję. Pomaga to uniknąć sprzeczności i chaotycznych dopowiedzeń, które organ może odebrać jako próbę „rozmycia” odpowiedzialności. W takiej sytuacji przydatne są zwłaszcza:
- dokładna data i godzina, w których rzekomo popełniono wykroczenie, zestawiona z Twoimi aktywnościami,
- informacja, kto realnie miał dostęp do pojazdu w wskazanym czasie, wraz z potwierdzeniami (np. przekazanie kluczyków),
- ocena zdjęcia – czy widać tablice, czy jest więcej pojazdów, czy widać kierującego,
- historia użyczenia auta – nawet proste notatki, wiadomości lub firmowa ewidencja potrafią uporządkować sprawę.
Jeżeli ktoś celowo podał Twoje dane, sytuacja ma ciężar gatunkowy większy niż zwykłe nieporozumienie. W materiałach opisujących „metody unikania mandatów” podkreśla się, że podawanie fałszywych danych, w tym wskazywanie przypadkowych osób (np. obcokrajowców spoza UE) albo tworzenie fikcyjnych łańcuszków użytkowników, może skończyć się bardzo poważnymi konsekwencjami, włącznie z odpowiedzialnością karną. W praktyce oznacza to, że Twoja odpowiedź powinna być spokojna, rzeczowa i oparta na faktach, bez wchodzenia w cudze „strategie”.
Co grozi właścicielowi za niewskazanie kierującego i dlaczego ignorowanie pisma bywa kosztowne?
Obowiązek właściciela lub posiadacza pojazdu, aby na żądanie organu wskazać, komu powierzono pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie, jest w polskim prawie utrwalony i był oceniany jako zgodny z Konstytucją. To oznacza, że w 2026 roku organ ma podstawę, by oczekiwać odpowiedzi, a brak reakcji nie jest neutralny. W praktyce nie chodzi o „wskazanie winnego za wszelką cenę”, tylko o udzielenie informacji, komu powierzono pojazd, bo ta osoba mogła przekazać auto dalej.
Za niewskazanie kierującego przewidziane są grzywny, których wysokość zależy od okoliczności i rodzaju naruszenia. W obiegu informacyjnym pojawiają się kwoty minimalne rzędu 500 zł w „pozostałych” naruszeniach, a sąd może podnieść grzywnę nawet do 30 000 zł. W sprawach związanych ze zdarzeniami drogowymi padają również wartości 2000 zł przy kolizji i 4000 zł przy wypadku, a przy przekroczeniach prędkości wskazuje się minimum 800 zł w ramach sankcji za niewskazanie, zależnie od trybu i decyzji organu.
Niektórzy próbują „przeczekać” sprawę, licząc na przedawnienie. W opisach tego zjawiska wskazuje się, że część osób nie odpowiada na wezwania, a organ ma ograniczony czas na działania, jednak takie zachowanie wciąż obarczone jest ryzykiem skierowania sprawy do sądu. Co więcej, ignorowanie korespondencji komplikuje sytuację dowodową, bo po wielu miesiącach trudniej odtworzyć, kto korzystał z pojazdu i na jakiej podstawie.
Brak odpowiedzi na pismo z CANARD nie jest „bezpieczną ciszą” – to decyzja, która może przenieść ciężar sprawy na właściciela i otworzyć drogę do postępowania sądowego.
Jaki mandat i ile punktów grozi za przekroczenie prędkości z fotoradaru?
Wysokość grzywny i liczba punktów karnych zależą od skali przekroczenia prędkości. W praktyce kierowcy najczęściej koncentrują się na kwocie mandatu, a pomijają punkty, które w wielu sytuacjach są bardziej dotkliwe, bo potrafią uruchomić dalsze konsekwencje administracyjne. W opisach taryfikatora podkreśla się też, że przy powtórzeniu tego samego wykroczenia w określonym okresie stosuje się mechanizm recydywy, czyli podwyższenia grzywny.
Żeby ułatwić ocenę sytuacji, poniżej znajduje się czytelne zestawienie stawek i punktów, które są powszechnie przywoływane przy mandatowych sprawach z fotoradarów:
| Przekroczenie prędkości | Mandat | Punkty karne |
| do 10 km/h | 50 zł | 1 |
| 11–15 km/h | 100 zł | 2 |
| 16–20 km/h | 200 zł | 3 |
| 21–25 km/h | 300 zł | 5 |
| 26–30 km/h | 400 zł | 7 |
| 31–40 km/h | 800 zł (recydywa 1600 zł) | 9 |
| 41–50 km/h | 1000 zł (recydywa 2000 zł) | 11 |
| 51–60 km/h | 1500 zł (recydywa 3000 zł) | 13 |
| 61–70 km/h | 2000 zł (recydywa 4000 zł) | 14 |
| powyżej 70 km/h | 2500 zł (recydywa 5000 zł) | 15 |
W materiałach dotyczących zdjęć z fotoradaru zwraca się też uwagę, że urządzenia mogą ujawnić nie tylko prędkość. W praktyce pojawiają się przykłady wykroczeń takich jak jazda bez zapiętych pasów czy używanie telefonu w trakcie jazdy, a wtedy konsekwencje finansowe i punktowe mogą się kumulować. Z perspektywy osoby, która została wskazana omyłkowo, ma to znaczenie, bo stawka sporu rośnie, gdy „pakiet” naruszeń jest szerszy niż sama prędkość.
Auto firmowe, leasing i flota – kto odpowiada, gdy mandat przychodzi „na spółkę”?
W firmach problem „mandatu na inną osobę” pojawia się częściej, bo z jednego pojazdu korzysta kilka osób, auta są pulowe, a kluczyki krążą między działami. Prawo wymaga jednak wskazania, komu powierzono pojazd, a niekiedy obowiązek formalnie spoczywa na osobie reprezentującej podmiot. W praktyce oznacza to, że brak ewidencji użytkowników może uderzyć nie w „firmę jako abstrakcję”, tylko w konkretną osobę odpowiedzialną za udzielenie informacji.
Wskazuje się również ważny wyjątek: właściciel może powołać się na sytuację, gdy pojazd został użyty wbrew jego woli i wiedzy przez nieznaną osobę, czemu nie mógł zapobiec. To jednak nie jest wygodna formułka do wklejenia, tylko okoliczność, którą trzeba umieć uzasadnić, pokazując należytą staranność w zabezpieczeniu pojazdu. W praktyce firmowej oznacza to procedury wydawania kluczyków, upoważnienia, monitoring użycia i proste zasady odpowiedzialności.
Jeśli w 2026 roku zarządzasz flotą albo odpowiadasz za samochody służbowe, warto mieć uporządkowany schemat działania, zanim przyjdzie pierwsze wezwanie. Najlepiej sprawdzają się rozwiązania, które dają się obronić w razie sporu, a nie tylko „działają w codzienności”, na przykład:
- ewidencja wydania pojazdu z datą, godziną i podpisem lub potwierdzeniem elektronicznym,
- jasne zasady powierzania auta (kto może, na jak długo, w jakim celu i co z przekroczeniami),
- procedura reakcji na korespondencję z CANARD z przypisaniem odpowiedzialności w firmie,
- archiwizacja dokumentów – kopie oświadczeń, potwierdzenia nadania, historia użytkowania pojazdu.
W firmach często pada pytanie, czy pracodawca może zapłacić mandat „za pracownika”. W obrocie przyjmuje się, że zapłata może zostać technicznie dokonana przez osobę trzecią, ale odpowiedzialność za wykroczenie i punkty karne pozostają przypisane do kierującego. Dodatkowo w rozliczeniach podatkowych grzywny i kary pieniężne nie są traktowane jak zwykły koszt, co potrafi zmienić podejście przedsiębiorców do „załatwiania sprawy po cichu”.
Jak uniknąć ryzykownych „sposobów na uniknięcie mandatu”?
Wokół fotoradarów narosło sporo opowieści o tym, jak „da się nie zapłacić”, ale część tych metod wprost ociera się o odpowiedzialność karną. Najbardziej niebezpieczne są pomysły polegające na świadomym wskazywaniu osoby, która nie prowadziła, albo na tworzeniu fikcyjnych historii użyczenia pojazdu. W materiałach opisujących takie praktyki powtarza się, że to ryzykowne i może skończyć się zarzutami, a nie tylko korespondencją administracyjną.
Osobną kategorią jest wskazywanie cudzoziemców spoza UE, bo pojawia się przekonanie, że „i tak nie dojdą”. Niezależnie od tego, jak działają możliwości egzekucyjne, wskazanie nieprawdziwych danych pozostaje wskazaniem nieprawdziwych danych. Jeżeli organ wykryje oszustwo, konsekwencje są nieporównywalnie poważniejsze niż mandat, a w opisach tej praktyki pojawia się zagrożenie karą do 3 lat.
Jeśli naprawdę nie wiesz, kto prowadził, lepiej skupić się na uporządkowaniu faktów, niż na „kombinowaniu”. W realnych sprawach najbardziej obciążające bywają sprzeczne wersje zdarzeń, nerwowe dopiski po terminie i brak spójności między oświadczeniami osób, które miały dostęp do auta. Organom łatwiej wtedy uznać, że doszło do celowego wprowadzania w błąd, nawet jeśli pierwotnie był to zwykły bałagan.
Najtańsza w dłuższej perspektywie jest konsekwentna zgodność z faktami: kto prowadził, ten odpowiada, a właściciel rzetelnie wskazuje, komu powierzył pojazd.
Co warto zapamietać?:
- Mandat z fotoradaru przychodzi do właściciela pojazdu, ale odpowiedzialność za wykroczenie spoczywa na osobie, która prowadziła auto.
- W 2026 roku procedury związane z mandatami są sformalizowane; brak reakcji na wezwanie może prowadzić do dodatkowych kosztów i grzywien, sięgających nawet 30 000 zł.
- Właściciel pojazdu ma trzy opcje odpowiedzi na wezwanie: przyznanie się do prowadzenia, wskazanie innego kierowcy lub odmowa wskazania, co wpływa na dalsze postępowanie.
- Wysokość mandatu za przekroczenie prędkości zależy od stopnia wykroczenia; kary mogą wynosić od 50 zł do 2500 zł, a punkty karne od 1 do 15.
- W przypadku firm ważne jest prowadzenie ewidencji użytkowników pojazdów oraz procedur reakcji na korespondencję z CANARD, aby uniknąć odpowiedzialności finansowej.